Filozoficznie Wegetarianka w skórze Życiowo

    Mama wegetarianki

    26 maja 2020

    Dzisiaj Dzień Matki. Przyznam, że nie lubię tego określenia – „matka”. Bo kto normalny zwraca się w ten sposób do najbliższej osoby pod słońcem? To jest MAMA. I dzisiaj będzie o mojej mamie, która jest najlepsza. A że mamą wegetarianki, to jest najlepsza do kwadratu!

     

    Z mamą

    Z mamą

     

    Mama i wegetarianizm

    Na pewno słyszeliście setki historii pt. moja mama histeryzuje, bo przestałam jeść mięso. No cóż…Zdarza się pewnie i tak, chociaż nie znam tego z autopsji. Moja nie histeryzowała. Po prostu przyjęła to do wiadomości i zmieniła trochę sposób gotowania. Mój pierwszy wegetarianizm zdarzył się na studiach. Mieszkałam wtedy w Krakowie i stołowałam się praktycznie sama. Ale na weekendy przyjeżdżałam do domu, wtedy też w domu jadałam i wyjeżdżałam z wałówka. I moje wege-fanaberie nie były dla mamy żadnym problemem.  A pamiętajcie, że to były lata 2002-2007 czyli czas, gdy mało kto słyszał o tofu, a Marta Dymek miała w porywach 13-14 lat. Moja mama potrafiła wyczarować bezmięsne cuda. Robiła gołąbki z ziemniaków, zapiekanki ziemniaczane i ryżowe, kotlety warzywne i wiele innych podobnych rzeczy. Odgrzebywała w pamięci bezmięsne potrawy z własnego dzieciństwa i przygotowywała je specjalnie dla mnie. Mamo, jak ja kocham Twoje „dziatki” i „gałuski”!!!

    Drugi wegetarianizm zaczął się, gdy już mieszkałam poza domem. Nie zmieniło to faktu, że w domu rodzinnym nadal bywam, a mama nadal czaruje. Zawsze czekają na mnie ukochane „ziemniaki w różnych odmianach” czy pasztet z selera. Ten ostatni z resztą wprowadziła do własnej kuchni. Cała moja wege-mama

    Mama i zero-waste

    Moja mama znała „zero-waste” zanim usłyszały o nim internety. Resztki suchego chleba trafiały do kamiennego garnka i zostawały ścierane na bułkę tartą. Kompot gotowała z całych owoców – w życiu nie obierała jabłek! Warzywa z rosołu zmieniały się w pastę warzywną, a obierki z ziemniaków zanosiłam do babci, która miała gospodarstwo i karmiła nimi zwierzęta.

    Odkąd pamiętam mama zawsze robiła przetwory. Nigdy nie kupowała dżemów, sałatek czy soków. Wszystko przygotowywała sama przerabiając owoce z ogrodu i sadu. Z tego przerabiania nie zostawało nic. Zero odpadów.

    Domowe przetwórstwo mamy dotyczyło nie tylko owoców i warzyw ale też nabiału. Z mleka prosto do krowy robi kefir, twaróg, a nawet ser żółty!

    Piecze sama chleb na zakwasie, który kocham miłością patologiczną.

    Mimo całej tej „twórczości” musi jednak czasem chodzić do sklepu. Gdy jednak robi zakupy, zawsze idzie z własną szmacianą torbą i siatkowymi woreczkami, które uszyła też dla mnie.

    Ma maszynę do szycia, na której przeszywa, przerabia i naprawia. Stare obrusy zmieniają się kuchenne ścierki, a za krótkie firanki zyskują nowe życie w postaci woreczków na owoce.  Mama nie jest „less-waste” – ona jest „no waste”.

    Mama i zielone

    Mama zawsze miała ogródek. Normą była pietruszka do niedzielnego rosołu prosto z grządki. Własna sałata, rzodkiewka, szczypiorek. Latem truskawki, a jesienią wybierane z ziemi buraki, marchew czy ziemniaki.

    Ale zielono było też w domu. U nas zawsze były doniczki z roślinami. Niezależnie od tego, na ilu metrach kwadratowych mieszkaliśmy – zawsze coś rosło, kwitło i pachniało. I to mam po mamie do dzisiaj. Całe mieszkanie zastawione jest doniczkami, a na tarasie stoją kolejne z ziołami, pomidorami i ogórkami.  Nikt mi nie kazał, nie sugerował –to było po prostu oczywiste, że musi być zielono – jak u mamy.

     

    Mama i cała reszta

    Nie mam łatwego charakteru, a moje pomysłowość już w dzieciństwie odbiegała od statystyk. Nigdy jednak nie usłyszałam od mamy, że to niemądre/głupie/nierealne czy mam sobie wybić z głowy. Nawet jeśli coś było zupełnie niezgodne z jej tokiem myślenie – tłumaczyła, nie krytykowała.

    Teraz jestem dorosła i mam swój „mocny” pogląd na świat, którego mama nie krytykuje. Wiem, że nie we wszystkim się ze mną zgadza ale  wiem, że bezwarunkowo mnie kocha. No i jest NAJWSPANIALSZĄ MAMĄ DO KWADRATU!

    Wpis powstał z okazji Dnia Mamy, która jest dla mnie jedną z najważniejszych osób na świecie. Poza nią są jeszcze kilka innych osób ale o nich następnym razem – może w okolicy Dnia Taty?..

  • Dla ciała Garderoba

    #rokbezzakupow

    Inspiracją przy tworzeniu tego postu były blogi. Często dzieje się tak, że dostrzegam jakieś zjawisko czy trend dopiero, gdy przemielą temat już wszystkie znane blogerki. Tym razem nie jestem aż tak bardzo spóźniona, bo…

    16 marca 2020
  • Muzeum Barberini
    Berlin Do zobaczenia W podróży

    Do zobaczenia w Berlinie. Muzeum Barberini

    Dawno nie podróżowaliśmy, a że zbliża się weekend, mam kolejną propozycję.  Podpięłam ją pod kategorię „Berlin” ale tak naprawdę to Poczdam. Myślę, że większość turystów odwiedzających to miejsce, przyjeżdża do Poczdamu przy okazji Berlina.…

    24 stycznia 2020
  • Ubrania z naturalnych tkanin
    Dla ciała Życiowo

    Minimalizm – ewolucja czy rewolucja?

    Trafiłam dzisiaj na swoje blogowe początki. Tak przy okazji – wiecie, że pierwszy wpis pojawił się w maju 2011 roku? Trochę już tutaj jestem. Ale do rzeczy. W jednym z postów dotyczących wyprowadzki z…

    4 grudnia 2019