Browsing Tag

wyciskarka wolnoobrotowa

Obyczajowe Zdrowo Zjedz i wypij

Na wolno czyli test wyciskarki wolnoobrotowej

29 stycznia 2018

Domyślam się, że dla większości to żadna nowość. Niemal cała blogosfera już to urządzenie poznała, przetestowała i oceniła. Teoretycznie nie ma sensu wyważać otwartych drzwi i rozpisywać się na ten temat po raz kolejny. Pokuszę się jednak o mój prywatny osąd.

Zacznijmy może od tego, że nigdy nie miałam żadnej wyciskarki soków. Nawet tego zwykłego grzybka do cytrusów. To urządzenie zwyczajnie nie było mi potrzebne. I pewnie nadal bym o nim nie myślała, gdyby nie zmiany żywieniowe, które od pewnego czasu wprowadzam do swojego CV. O ograniczeniu (a raczej wykluczeniu) mięsa już pisałam. Wiąże się ono w logiczny sposób z większym spożyciem owoców i warzyw. Jedzenie „zieleniny” nigdy nie było dla mnie problemem. Zawsze dokładałam coś liściastego czy korzennego do każdego posiłku. Nie ukrywam też, że dieta roślinna zdecydowanie mi służy. Warzywa w sałatkach, na kanapkach, w surówkach, zapiekane, duszone, zbledowane na zupę-krem czy zmiksowane na smoothie. Widzicie czego w tym wszystkim brakuje? Soków. Warzywa można jeść ale można je też pić. Wydawałoby się, że to takie proste – przecież sklepowe półki uginają się od najróżniejszych soków warzywnych. Kupujesz i pijesz. Do wyboru do koloru – marchewkowe, pomidorowe, mieszane. Cała paleta smaków. Na początku kupowałam. Ale z czasem zaczęłam być wybredna. Dokładniej studiowałam etykiety. Analizowałam składy, porównywałam smaki. Po pewnym czasie doszłam do wniosku, że ideału w sklepie nie znajdę. Mogę go jednak sama zrobić. Wystarczy tylko wyciskarka.

Zaczęłam poważnie zastanawiać się nad zakupem tego urządzenia. Moja mama miała takowe, jeszcze w głębokich latach osiemdziesiątych. Zielono-białe pudełko głośno buczało, a jego mycie trwało dłużej niż używanie. Zaczęłam research w Internecie. Już po pierwszych poszukiwaniach okazało się, że zwykła wyciskarka (sokowirówka) jest już passe. Teraz korzysta się z wyciskarek wolnoobrotowych, które dają najzdrowsze soki, radzą sobie z każdym warzywem, owocem, a dodatkowo robią lody (ok – sorbety). Są cichutkie, ich obsługa jest banalnie prosta, a mycie – szybkie i nieskomplikowane. Wszystkie te opinie niemal mnie przekonały. Pozostała tylko kwestia ceny, która delikatnie mówić – powaliła mnie na kolana. Jeśli chciałam mieć urządzenie niezawodne i sprawdzone, które będzie mi służyć przez lata, powinnam się przygotować na wydatek co najmniej 1000 PLN (nawet jeśli nie będzie robić lodów i tak ciężko o coś dobrego za mniejsze pieniądze). Przyznam, że ta informacja mocno ostudziła moje zapędy. Argument finansowy jest zawsze mocny.

Od momentu, kiedy zaczęłam zastanawiać się nad zakupem wyciskarki wolnoobrotowej, z tyłu głowy miałam też inny argument – kolejny zakup to kolejna rzecz zajmująca przestrzeń. Czy bez tego naprawdę nie da się żyć?… Pewnie się da, skoro tyle lat żyłam. Ale z drugiej strony – może to życie z wyciskarką będzie lepsze/zdrowsze/wygodniejsze? Może żyłam w błogiej nieświadomości? Jak się o tym przekonać?

Z pomocą przyszło samo życie w postaci znajomej, z którą podzieliłam się problemem. Okazało się, że sama posiada, owszem już od kilku lat. I zupełnie nie korzysta. I chętnie pożyczy. Czego można chcieć więcej?

I tak zaczęłam testować urządzenie marki Hurom, produkt z wyższej półki – również cenowej (robi lody :)). Na wyposażeniu dwa sitka – drobniejsze i grubsze, pojemnik na sok i na odpady. Proste w obsłudze i szybkie w czyszczeniu.

Testy dobiegły końca. Poniżej moje wnioski:

  • soki pierwsza klasa – jestem pod wrażeniem jak mało zostało z twardej marchewki, a jak dużo soku wyciskarka z niej wydusiła
  • urządzenie radzi sobie z każdym warzywem/owocem – piliście kiedyś sok z łodyg brokułu?…
  • przy użyciu grubszego sitka wychodzą pyszne musy.. i lody czyli sorbety
  • pomimo, że urządzenie przeszło testy pozytywnie – nie kupię wyciskarki wolnoobrotowej

Dlaczego?

  • zwyczajnie nie odczuwam różnicy w smaku między sokiem pozyskanym za pomogą tego urządzenia, a efektem pracy mojego poczciwego blendera do smoothie (kiedyś o nim też napiszę), poza „strukturą” rzecz jasna
  • tak, wiem – ważne są te wolne obroty, nagrzewanie się metalowych części, ginące tragiczną śmiercią witaminy i wartości odżywcze ale nie przekonacie mnie, że bardziej skorzystam z samego soku nawet odpowiednio pozyskanego,  niż całego warzywa (blender do smoothie nie zostawia resztek)
  • szkoda mi przestrzeni życiowej na obrastania w kolejne gadżety, bo tak niestety musze wyciskarkę nazwać, tym bardziej, że mając na uwadze „rozwój technologii kuchennych” już niebawem wyciskarkę wolnoobrotową zastąpi coś wolniejszego/lepszego/zdrowszego
  • moje życie nie uległo drastycznym zmianom od momentu rozpoczęcia testów, nie sądzę aby coś się zmieniło w momencie zakupu wyciskarki (poza zasobem portfela rzecz jasna)

Podsumowując – będę żyła zdrowo bez wyciskarki. Niemniej jednak, osobom zdecydowanym na zakup tego typu  urządzenia i zastanawiającym się nad wyborem konkretnego modelu, z czystym sumieniem polecam firmę Hurom, model HH Series Type L.

A jak u Was? Wyciskacie wolno czy normalnie? A może w ogóle nie wyciskacie? Chętnie posłucham.

 

Ps. Firma Hurom nie partycypowała w tworzeniu postu 🙂 Niemniej jednak podlinkowałam ich stronę i skorzystałam ze zdjeć na niej się znajdujących, ponieważ uważam że to godny polecenia produkt.