Browsing Tag

Berlin

Berlin Do zobaczenia W podróży

Do zobaczenia w Berlinie – Galeria Malarstwa

15 lutego 2019

Już dawno Was nigdzie nie zabierałam. Działo się tak miedzy innymi dlatego, że sama niczego nowego nie odkryłam. Aż do przedwczoraj. Zatem – zapraszam do Galerii Malarstwa.

Gemaeldeglerie, bo tak brzmi po niemiecku nazwa tego przybytku, to jeden z najznamienitszych w świecie zbiorów malarstwa europejskiego z wieków XIII-XVIII. Można tam zobaczyć dzieła taki mistrzów jak Rafael, Tycjan, Rembrandt czy Bruegel. Jednym słowem, w oryginale i na płótnie to, co pamiętamy z podręcznika do historii, dzięki staraniom Hohenzollernów, których to kolekcja stanowiła zaczątek dzisiejszego muzeum. I chyba tylko te „stare” korzenie upodabniają Galerię do pozostałych berlińskich instytucji kulturalnych. Pod względem położenia czy popularności, jest swego rodzaju ewenementem.

Przede wszystkim nie mieści się na Wyspie Muzeów czy w innym zabytkowym wnętrzu. Zbiory zgromadzono w nowoczesnym budynku, przy Kulturforum, nieopodal Placu Poczdamskiego, co uważam za wielką zaletę. Raz, łatwo i szybko można tam trafić z każdego popularnego szlaku wycieczkowego. Dwa, ascetyczne wnętrza pozwalają skupić się na dziełach sztuki; nic nie rozprasza podczas liczącego 2 kilometry spaceru po 70 salach. Trzy, docierają tutaj tylko najbardziej zdeterminowani, co przekłada się na brak tłumów w salach (zdarzało mi się przez kwadrans być zupełnie samej w otoczeniu arcydzieł) i przy kasach.

Muzeum ma też jeszcze jedną – dla mnie – zaletę. W odróżnieniu od innych berlińskich placówek tego typu, organizatorzy nie przygotowali go w żaden szczególny sposób do potrzeb nieletnich. Wiem, dla wielu to wada. Ale dla mnie wielką przyjemnością jest oglądanie obrazów bez zakłóceń werbalnych czy ruchowych. Muzeum posiada jedną salę, gdzie zrekonstruowano pracownię malarską sprzed wieków, a w gablotach zgromadzono naturalne barwniki. To wszystko, co przygotowano dla najmłodszych. Jest też możliwość odbycia lekcji muzealnych.

Na koniec jeszcze garść informacji praktycznych. Muzeum jest czynne we wszystkie dni tygodnia poza poniedziałkiem; od 10:00 do 18:00 we wtorki, środy i piątki; w czwartki do 20:00, a w soboty i niedziele od 11:00 do 18:00. Bilet normalny kosztuje 10€, ulgowy – 5. Przewodniki audio dostępne są w wersji niemieckiej, angielskiej, francuskiej i włoskiej.

Berlin Do zobaczenia W podróży

Do zobaczenia w Berlinie – Muzeum Kennedych

2 listopada 2018

Pierwszy raz zachęcam Was do odwiedzenia miejsca, co do którego jestem niemal pewna, że raczej się na nie nie skusicie. I nie będę zaskoczona. Sama raczej wizyty nie powtórzę, chociaż nie można się zarzekać, szczególnie, że położone jest w ciekawej okolicy, która prezentuje się wyjątkowo właśnie jesienią. Ale nie przeciągając – Moi Drodzy oto Museum THE KENNEDYS

Tabliczka na wejściu do Museum Kennedys

Tabliczka na wejściu do Museum Kennedys

Placówka jest stosunkowo młoda. Powstała w 2006 roku i przez pierwszych sześć lat mieściła się nieopodal Bramy Brandenburskiej, przy Palcu Paryskim. W 2012 roku muzeum przeniesiono na Auguststrasse, do budynku gdzie kiedyś mieściło się żeńskie gimnazjum żydowskie. Na drugim piętrze kamienicy można zobaczyć ponad 350 fotografii przedstawiających historię rodziny Kennedy. I chyba właśnie forma sprawia, że muzeum nie jest zbyt popularne i ciężko tam o tłumy. Nie każdy ma cierpliwość, by obejrzeć ponad trzysta zdjeć, z których sporo jest do siebie bardzo podobnych. No chyba, że jest się pasjonatem i podobnie jak ja dostaje gęsiej skórki od samej świadomości, że to obrazy wykadrowane przez takie fotograficzne sławy jak Steve Schapiro czy Robert Lebecka. Można się napatrzeć. Szczególnie, że te ujęcia, to w dużej mierze przedstawienia codziennego życia amerykańskiego klanu.

Fotografie tworzące ekspozycję w Museum Kennedys

Fotografie tworzące ekspozycję w Museum Kennedys   

Fotografie tworzące ekspozycję w Museum Kennedys

Fotografie tworzące ekspozycję w Museum Kennedys

Dla tych, którzy w muzeum muszą zobaczyć coś więcej niż fotografie, pozostaje kolekcja prywatnych przedmiotów będących kiedyś własnością JFK. Jest aktówka z krokodylej skóry, etui na okulary czy breloczek do kluczy. Są też elementy garderoby prezydenta i Pierwszej Damy. Mnie osobiście najbardziej spodobały się odręczne notatki do przemówienia wygłoszonego przez Kennedy’ego w czerwcu 1963 roku przed ratuszem w Schoenebergu i transkrypcja słynnego: „Ich bin ein Berliner”. Samego przemówienia można odsłuchać w wydzielonej sali. Tam też dostępne jest video dokumentujące ten szczególny dzień.

„Ich bin ein Berliner"

„Ich bin ein Berliner”

Jak widać, nie jest tego wiele – tak naprawdę dwie sala, z których jedna przeznaczona jest na czasowe wystawy tematyczne. Obecnie można zobaczyć tam 70 fotografii przedstawiających historię amerykańskich Pierwszych Dam, m.in Jackie Kennedy, Hilary Clinton czy Michelle Obama. Całość ekspozycji można zobaczyć w ramach jednego biletu. Normalny kosztuje 5€, ulgowy 2,5€. Muzeum czynne jest od wtorku do niedzieli od 10:00 do 18:00, w soboty i niedziele od 11:00

Berlin Do zobaczenia W podróży

Do zobaczenia w Berlinie. Wyspa Muzeów – Nowe Muzeum

11 sierpnia 2018

Dzisiaj zostaniemy na Wyspie Muzeów. Przeniesiemy się tylko do drugiego budynku, gdzie znajduje się Nowe Muzeum (Neues Museum). Jego nazwa może być myląca ponieważ eksponaty tworzące zbiory są jak najbardziej stare, niektóre nawet bardzo.

Zacznijmy jednak od samego budynku, bo to jedna z dwóch rzeczy, która mnie samą w tym obiekcie zachwyca. Wzniesiony w latach 1843-1855 został w czasie wojny niemal doszczętnie zniszczony, a jego odbudowę rozpoczęto dopiero w latach 50. XX wieku. Prace nabrały rozmachu w latach 90., gdy nadzór powierzono Davidowi Chipperfield’owi, który stworzył prawdziwą perełkę. Jego wysiłki doceniono w 2011 roku uznając Nowe Muzeum za najlepszy budynek europejski, a samego architekta nagrodzono słynną Europejską Nagrodę Architektoniczną im. Miesa van der Rohe.

Ale przejdźmy do eksponatów, bo to one są w muzeum najważniejsze. W Neues Museum zobaczyć można historię najstarszą czyli prehistorię (między innymi narzędzia z epoki kamienia czy czaszkę neandertalczyka). Część ekspozycji tworzą przedmioty związane z historią starożytnej Grecji  i Rzymu, wśród nich skarb Priama. Trzon muzeum stanowią jednak eksponaty tworzące niegdysiejsze Muzeum Egipskie. Jest to największa w Europie kolekcja zabytków z tego obszaru i okresu. Na uwagę zasługują liczne sarkofagi, papirusy i inne przedmioty użytkowe sprzed ponad 4000 lat.

Nowe muzeum w Berlinie zawiera jedną z największych w Europie kolekcję zabytków starożytnego Egiptu. Zgromadzono tutaj niezliczoną ilość sarkofagów, rzeźb, papirusów i innych zabytków, niektóre wykonane ponad 4500 lat temu. Wszystkie te eksponaty są bardzo interesujące ale jak to mówią: „Królowa jest tylko jedna” i ją właśnie można w Nowym Muzeum zobaczyć osobiście. Mowa oczywiście o Nefretete. A dokładnie o jej popiersiu. To znane wszystkim z filmów National Geographic. To jest właśnie ta druga z rzeczy, która zachwyca mnie w Neues Museum. Bo królowa jest naprawdę piękna. Sami sprawdźcie – fotografować jej nie można.

 

A odwiedzać można ją w następujących porach:

  • Poniedziałek –Środa, muzeum otwarte jest w godzinach od 10:00 – 18:00;
  • Czwartek , muzeum otwarte jest w godzinach od  10:00 – 20:00 ;
  • Piątek –Niedziela, muzeum otwarte jest w godzinach od 10:00 – 18:00;

Bilet normalny kosztuje 12€, ulgowy – 6€.

Mimo iż muzeum wydaje się być „poważne”, tworząc je pomyślano o wszyskich, przygotowując atrakcje również dla dzieci.

Berlin Do zobaczenia W podróży

Do zobaczenia w Berlinie. Wyspa Muzeów – Muzeum Pergamońskie

3 sierpnia 2018

W większości przewodników po Berlinie znajdziemy enigmatyczne określenie „Wyspa Muzeów” („Museuminsel”). Pod tym określenie kryje się oczywiście wyspa ale przede wszystkim największa, moim zdaniem, atrakcja niemieckiej stolicy. To kompleks składający się z pięciu muzeów, gromadzących eksponaty archeologiczne oraz dzieła sztuki z XIX wieku. Dzisiaj chciałabym zaprosić Was do mojego ulubionego – Muzeum Pergamońskiego (Pergamonmuseum).

Swoją nazwę bierze od największego „eksponatu” w swoich zbiorach, jakim jest rekonstrukcja ołtarza Zeusa – ołtarza pergamońskiego. Stanowi on część Zbiorów Sztuki Starożytnej. Zgromadzono tu liczne eksponaty, głównie archeologiczne, kultury hellenistycznej i rzymskiej i tutaj właśni mieści się wspomniany ołtarz, niestety – obecnie w remoncie. Tuż obok mieści się Muzeum Azji Przedniej, nazywane też Muzeum Bliskiego Wschodu. Tutaj warto zajrzeć przede wszystkim dla zrekonstruowanej Bramy Isztar, która robi wrażenie nie tylko wielkością ale też pięknem. Jest w całości wykonana z glazurowanej cegły w kolorze niebieskiem z wyobrażeniami smok0-węży i lwów. Trzecią część Muzeum Pergamońskiego poświęcona jest sztuce islamskiej (Museum für Islamische Kunst). Eksponaty ją tworzące pochodzą z obszaru od Hiszpanii po Indie, głównie jednak z Bliskiego Wschodu i Iranu, gdzie prowadzili pracę niemieccy archeolodzy. Jednym z ciekawszych eksponatów jest Pokój z Aleppo. To drewniana boazeria, bardzo bogato zdobiona. Co ciekawe, powstała na zamówienie chrześcijańskiego syryjskiego kupca z miasta Aleppo. Na miękkim drewnie, prawdopodobnie cedrowym lub piniowym, zobaczymy między innymi przedstawienie Marii z Dzieciątkiem, Ostatniej Wieczerzy, sceny dworskie czy portrety islamskich magów i uczonych. Wszystko w stylu islamskiej sztuki miniatur malarskich i iluminatorstwa. W tej części muzeum również nie brakuje wielkich rekonstrukcji. Jedną z nich jest fasada pałacu Mszatta – pustynnej siedziby kalifów. Jak wszystkie inne rekonstrukcje – zachwyca.

Na zwiedzanie muzeum warto poświęci 2-3 godziny i wyposażyć się w przewodnik ze słuchawkami, dostępny również w języku polskim. Bilet normalny kosztuje 12€, ulgowy 6€. Jeśli planujemy zwiedzanie również pozostałych obiektów wchodzących w skład Museuminsel, można kupić jeden bilet do wszystkich obiektów, w korzystnej cenie. Pomimo wielu udogodnień, nie jest to moim zdaniem, obiekt ciekawy dla dzieci. Myślę, że będą się zwyczajnie nudzić, podobnie jak osoby niekoniecznie zainteresowane tego rodzaju sztuką. Niezależnie od wszystkiego – polecam.

Dla ciała

Do zobaczenia w Berlinie. Muzeum Żydowskie

17 marca 2018

Dzisiaj pozostaniemy w klimacie poniedziałkowego wpisu. Przeniesiemy się tylko z Polski do Berlina i odwiedzimy Muzeum Żydowskie w tym mieście. Od razu zaznaczam, że mogę być stronnicza w ocenie ale uwielbiam to miejsce. Byłam tam już wiele razy, ale z każdą wizytą zachwyca mnie tak samo. Mam nadzieję, że i Wam się spodoba i zechcecie je odwiedzić.

Zaskakująca jest już sama historia placówki. Pierwsze berlińskie muzeum żydowskie powstało w 1933 roku i zostało otwarte na tydzień przed dojściem Hitlera do władzy. Należy pamiętać, że przed drugą wojną światową, Żydzi stanowili duży procent  mieszkańców Berlina, była to głównie inteligencja. Oczywiście po dojściu nazistów do władzy muzeum zostało zamknięte, a jego zbiory zniszczone i splądrowane. Ponownie zostało otwarte w 1978 roku, a w obecnej formie możemy je odwiedzać od stycznia 1999 roku. Już sama siedziba placówki to dzieło sztuki samo w sobie. Zaprojektował go sam Daniel Liebskind nawiązując do kształtu nieregularnej, spłaszczonej gwiazdy. Jest to oczywiście nawiązanie do symboliki judaizmu. Tych symboli jest z resztą wiele w samej bryle budynku i jego planie. Najbardziej chyba daje do myślenia jedna z pustych przestrzeni zajmowanych przez instalację Menasze Kadiszmana – to kawałki metalu w kształcie ludzkich twarzy wykrzywionych w krzyku, po których trzeba przejść na kolejne ekspozycje. Naprawdę daje do myślenia.

Na poszczególnych piętrach budynku zaprezentowano całą historię judaizmu, ze szczególnym uwzględnieniem historii żydów berlińskich. Możemy zobaczyć eksponaty związane z praktykami religijnymi, takie jak świeczniku chanukowe czy menory, liczne święte księgi czy modlitewniki. Dużą część ekspozycji poświęcono życiu codziennemu i publicznemu. Przechodząc przez kolejne sale możemy zobaczyć jak wyglądało przygotowywanie posiłków (naczynie podzielone zgodnie z zasadami koszerności), jak spędzano czas wolny czy świętowano kolejne ważne etapy życia – akcesoria związane z zawieraniem małżeństwa, obrzezaniem czy Bar Micwą.

Osobną część poświęcono na zaprezentowanie żydowskich korzeni czyli wszystkiego co związane z religią i Ziemią Obiecaną od czasów króla Dawida. Zapoznanie się z tą ekspozycją pozwala dostrzec z jak starą i bogatą w tradycje religią mamy do czynienia.

Oczywiście są też eksponaty z czasów nowożytnych. Wśród tych nie mogło zabraknąć rzeczy związanych z prześladowaniami i Holocaustem. Listy więźniów obozów koncentracyjnych, plakaty nawołujące od bojkotu żydowskich sklepów, bele materiału z nadrukiem gwiazd Dawida, które Żydzi mieli obowiązek nosić. Wszystko to, tuż obok ekspozycji przedstawiającej życie wyznawców religii mojżeszowej przez 1930, tworzy obraz przejmującej historii.

Pisząc o kolejnych eksponatach mam na myśli nie tylko konkretne przedmioty ale też instalacje, multimedia czy nagrania audio-video, których w muzeum zgromadzono bardzo dużo. Pozwala to lepiej zapoznać się z historią narodu wybranego, a jednocześnie sprawia, że zwiedzanie nie jest nużące. A o nudę w muzeach łatwo. W przypadku tego, twórcom udało się zainteresować wszystkich. Przyjemnie było obserwować grupy nastolatków ze skupieniem i zainteresowanie wsłuchujące się w opowiadania przewodnika.

Poza części dydaktyczną, na terenie budynku  mieści się sklep, w którym można kupić niemal wszystko, co związane z historią i obrzędowością. A w bistro położonym przy przeszklonym patio, zjeść ciepły obiad czy ciastko do kawy.

Muzeum czynne jest codziennie, od 10:00 do 20:00. Bilety kosztują odpowiednio 8€ normalny i 3€ ulgowy.

Do zobaczenia Życiowo

Do zobaczenia w Berlinie. Muzeum DDR

9 marca 2018

Przyznam szczerze, że gdyby nie ostatnia wizyta mojego brata, który miał swój plan zwiedzania Berlina, nigdy nie trafiłabym do Muzeum DDR. Ja, pokolenie początku lat 80tych, pamiętam jeszcze szary socjalizm w polskim wydaniu. Nie doświadczyłam może osobiście octu na półkach – byłam bądź, co bądź na to za smarkata. Ale pamiętam kartki na mięso i kolejki do mięsnego, wyrób czekoladopodobny „Pani Twardowska” i klocki Lego z Pevexu. Tak doświadczona przez życie 😉 stwierdziłam, że dla mnie Muzeum DDR to żadna atrakcja i nic nowego tam nie odkryję. Jak się okazało, byłam w błędzie. 

Przede wszystkim, niemiecki DDR różni się jednak w pewnym stopniu od swojskiego PRLu. Najlepiej pokazują to te elementy wystawy, gdzie trzeba coś przeczytać, czegoś wysłuchać. To niby szczegóły ale jednak są (zobaczcie okładkę przygód Bolka i Lolka). A kolekcja dokumentów, mam tutaj na myśli przedruki gazet, ogłoszenia czy plakaty, jest w muzeum bardzo bogata. I ciekawie wyeksponowana. Nie są to tradycyjne gabloty czy ramki ale sprytnie ukryte szufladki, szafki i tablice. Niektóre wzbogacone efektami audi czy nagraniami (jak na przykład pochód pierwszomajowy).

Sporą część muzeum zajmuje rekonstrukcja mieszkania z czasów DDR. „Przechodzimy” przez windę, znaną nam z wielkiej płyty i trafiamy wprost to mieszkania niemieckiego Kowalskiego. A tam kuchnia z pomarańczowym mikserem, który pamiętam z kuchni mojej mamy, sypialnia z charakterystycznymi narzutami na łóżku, a w szufladzie nocnej szafki ówczesne tabletki antykoncepcyjne. W pokoju dziennym króluje kanciasty telewizor, lampka na trzech nogach z tekstylnym abażurem i stojakiem na gazety. Są też „kryształy” wyeksponowane w witrynach segmentu. Nie mniej uroku ma pokój dziecięcy – niewątpliwie należy do nieletniego „przodownika pracy” z obowiązkowym piętrowym łóżkiem. Odtworzono nawet łazienkę, a w przedpokoju stoi szafka z modnym w tamtych w tamtych latach koturnami i „plastikami”(letnie niby-baleriny z gumoplastiku).

Twórcy muzeum nie zapomnieli również o tym, że poza życiem codziennym toczyło się również to publiczne, a nawet polityczne. Odtworzono gabinet dygnitarzy z charakterystycznym czarnym telefonem i biurkiem kryjącym w szufladach alkoholowe niezbędniki. Aby podróż w czasie była bardziej realistyczna, w ramach jednej z ekspozycji można zasiąść za kierownicą trabanta, a innej – napisać list na prawdziwej maszynie.

Cieszę się, że to muzeum tak pozytywnie mnie zaskoczyło. Odbyłam przyjemną podróż w czasie, a dodatkowo nadrobiłam zaległości z powojennej historii Niemiec.

Na koniec trochę konkretów. Muzeum mieści się w ścisłym centrum. Idąc z Alexander Platz w kierunku Bramu Brandenburskiej, schodzimy na bulwary przed Katedrą. Czynne jest codziennie od 10 do 20; w niedziele do 22. Bilet normalny kosztuje 9,50 €, ulgowy 6€. Można je tez nabyć online.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do wizyty w tym muzeum i wpiszecie ja sobie na listę „Must see in Berlin”. A może kto już tam był? Jeśli tak – jakie wrażenia?

Bez kategorii

Do zobaczenia w Berlinie. Muzeum Szpiegostwa

26 lutego 2018

Jak wielu z Was zapewne wie, od niemal roku mieszkam w Niemczech. Geograficznie – pod Berlinem, co nie zmienia faktu, że samą stolicę Niemiec odwiedzam regularnie i chętnie. Po dziesięciu miesiąca nadal jest dla mnie nie do końca odkryta, korzystam więc z każdej sytuacji, by poznać to miasto lepiej. Pomyślałam, że w efektami tego odkrywania podzielę się z Wami na blogu. Być może moje wskazówki okażą się pomocne dla kogoś, kto planuje Berlin odwiedzić. Dla mnie samej te wpisy z serii, którą nazwałam „Do zobaczenia w Berlinie” będą rodzajem pamiętnika. Zaczniemy nietypowo. Dzisiaj nie będzie ani Bramy Brandenburskiej ani też Alexander Platz. Zaczniemy od Muzeum Szpiegostwa.

Mieści się ono w dzielnicy Mitte, przy Liepzieger Platz 9 (tuż obok jest galeria Salvadoer Dali ale to temat na osobny wpis). Można dojechać tutaj praktycznie wszystkimi środkami komunikacji miejskiej (ja dotarłam metrem – stacja vis-a-vis wejścia), a z miejsc tak charakterystycznych jak wspomniana wcześniej Brama Brandenburska – na piechotę w ciągu kilkunastu minut. Wejście trudno przeoczyć – w oczy rzucają się charakterystyczne grafiki zielonych panów w okularach. Bilet w cenie 12€ normalny/8€ ulgowy można kupić na miejscu lub przez Internet. Kolejek raczej nie ma. Nie ma też przewodnika ani osoby sprawdzającej bilety. Zastąpił ją skaner i bramka skanująca, przez którą wchodzimy na pierwszą z ekspozycji.

Przyznam, że Berlin kojarzy mi się z wieloma rzeczami i zjawiskami ale jakoś nigdy nie utożsamiałam go ze szpiegami. A to błąd. Wszak w czasie zimnej wojny to właśnie obecna stolica Niemiec nazywana było miastem szpiegów. Sprzyjało temu zapewne położenie na granicy wpływów. I to właśnie działania agentów imperialistycznych i tych ze wschodu zajmują sporą część ekspozycji. Nie można jednak zarzucić twórcom muzeum, że zaniedbali inne obszary. Nic z tych rzeczy. Poszczególne wystawy poświęcone są nie tylko czasom zimnej wojny. Poznajemy historię szpiegostwa od czasów Kleopatry, przez średniowiecze, po współczesność.

Dla osób nastawionych na typowe „oglądanie wystawy”, Muzeum Szpiegostwa może okazać się rozczarowanie. Aby dobrze zapoznać się z ekspozycją trzeba sporo czytać. Ale tutaj organizatorzy stanęli na wysokości zadania – wszystkie opisy są bardzo szczegółowe, zarówno w języku niemieckim, jak i angielskim. Podobnie dwujęzyczne są nagrania audio czy instrukcje obsługi „eksponatów” pozwalających na np. samodzielne kodowanie czy przejście przez tor przeszkód stworzony z wiązek świetlnych. W muzeum są też oczywiście bardziej oczywiste eksponaty, jak damska torebka z aparatem fotograficznym, którego obiekty w to fantazyjna broszka, pistolet ukryty w szmince (firma Manhattan – sprawdziłam) czy cała gama najrozmaitszych trucizn i chemikaliów używanych przez szpiegów. Mnie osobiście najbardziej zainteresował biustonosz i systemem nagrywania i strzelający parasol.

Jedno z pomieszczeń muzeum poświecono w całości najsławniejszemu w Tajnej Służbie Jej Królewskiej Mości. Możemy zobaczyć plakaty filmowe (nie tylko „Bondy”, galerię wszystkich odtwórców roli Bonda czy kostium filmowego Buźki, który był naprawdę wielki. Klimatu dopełnia odpowiednia muzyka – oczywiście ścieżka dźwiękowa z filmów.

Ostatnim etapem zwiedzania jest przejście przez ekspozycję poświęconą współczesnemu szpiegostwu w szeroko pojętym znaczeniu. Możemy zobaczyć materiał poświęcony sławnym osobom, które prawdopodobnie zostały pozbawione życia przez szpiegów (m.in. Arafat, Litwinienko) ale też przekonać się, jak może być śledzony/szpiegowany współczesny Kowalski.

Przejście całej wystawy z, w miarę dokładnym zapoznaniem się ze wszystkim eksponatami, zajmuje około półtorej godziny. Ale nie jest to zupełnie odczuwalne. Eskpozycje są naprawdę ciekawe, a organizatorzy włożyli sporo wysiłku, by zwiedzający nie poczuli się znudzeni.

Polecam!