Bez kategorii Życiowo

Ratunku – szafa mnie wciąga!

29 stycznia 2017

 

Wiecie ile macie ubrań? …. No dobrze, uściślijmy – ile par spodni? Nadal trudno?… To może…ile kurtek czy płaszczy. Powinno być łatwiej ale to też wymaga zastanowienia. No właśnie… Obrastamy w rzeczy; samych ubrań mamy tyle, że….sami nie wiemy, ile. Spokojnie, nie będę nikogo namawiać do wyrzucenia połowy szafy. Nie chcę też wałkować tematu modnego ostatnio minimalizmu i slow fashion. Chciałabym się raczej skłonić Was do zastanowienia się nad świadomym kupowaniem i trwałością nabywanych przez nas ubrań i dodatków.

Na początku mały coming-out – byłam kiedyś prawie ubraniową zakupoholiczką. Prawie, ponieważ nie wydawałam na ubrania ostatnich pieniędzy. Co nie zmienia faktu, że kupowałam dużo i bezmyślnie. Nie zastanawiałam się, ile czarnych koszulek mam już w szafie kupując kolejną. Tak naprawdę zwracałam uwagę tylko na cenę. W efekcie miałam stosy ubrań za grosze, które po jednym praniu nadawały się do wyrzucenia. Podobnie było z butami. Nie gardziłam żadnymi. Do ulubionych należały czarne tekstylne baleriny marki z biało-czarno-czerwonym logo za 29,99 PLN. Nie uwierzycie, ale w sezonie letnim „zużywałam” 3-4 pary.  Nie dlatego, że ich nie szanowałam. One po prostu były marnej jakości. Jak łatwo policzyć, w ciagu roku na same baleriny wydawałam 90-120 PLN. Przy odrobinie wysiłku mogłam w tej cenie znaleźć „prawdziwe” buty, które przetrwałyby zdecydowanie więcej niż 2 miesiące.

Podobnie sytuacja wyglądała ze wspomnianymi wcześniej koszulkami czy bielizną. Cała szuflada biustonoszy w uniwersalnym rozmiarze 36B, z których po kilku praniach wychodziło usztywnienie. Obliczyłam kiedyś, że rocznie na same biustonosze wydawałam około 350-400 PLN.

Mogłabym tak jeszcze wymieniać ale nie bardzo jest się czym chwalić. Na szczęście dzisiaj jestem na zupełnie innym etapie. Wiem, ile mam ubrań, torebek, butów czy biustonoszy. Jak to się stało? Zwyczajnie. Dorosłam, a życie nauczyło mnie podejmowania racjonalnych decyzji. Również w kwestiach odzieżowych.

Zauważyła, że wygodniej i bardziej komfortowo chodzi mi się w skórzanych sztybletach, które mam już 3 rok. Tak, kosztowały niemal 300 PLN (to 10 par balerin). Nie, nie są najnowszym krzykiem mody. Ale są klasyczne, wygodne i uniwersalne.

Zdecydowanie lepiej czuję się i wyglądam w dobranym przez brafitterkę biustonoszu za 200 PLN. Dużo? Biorąc pod uwagę, że kupuję jeden, maksymalnie dwa w roku, a noszę każdy ponad 180 dni w roku, chyba niewiele. A jeśli dołożę do tego prawidłową postawę i ból pleców, który kiedyś był codziennością,a  teraz nie istnieje. Naprawdę warto.

Mam wymieniać dalej? Dobrze, jeszcze tylko torebki. Mam dwie – czarny skórzany worek na ramię; też ponadczasowy. I granatowy płócienny plecaczek na lato stanowiący idealne uzupełnienie mojego ulubionego „french chic”.

Podsumowaując – nie trzeba kupować dużo i często. Wystarczy kupować rozsądnie. Poniżej zasady, którymi kieruję się przy zakupach:

tylko naturalne tkaniny i materiały; w przypadku butów – skóra, chyba że to buty do biegania – ale o tym innym razem

chciałam napisać „tylko wyprodukowane w Polsce” ale to niemożliwe, dlatego ograniczam się do nie wyprodukowanych w Azji czy Ameryce Łacińskiej

kupuję tylko rzeczy „niemodne”, a dokładnie klasyczne i ponadczasowe; mam wtedy pewność, że nowa bluzka nie wyląduje w pojemniku PCK po jednym sezonie

kupuję , gdy potrzebuję – przykładowo – w ostatnim tygodniu na emeryturę odeszły moje dwa szale-chusty; granatowy  i czarny; ciężko bez nich żyć, szczególnie zimą, dlatego wybrałam się na zakupy. Do galerii. Po te dwie, konkretne rzeczy. Nie przeglądałam regałów z torebkami, butami czy wieszaków z koszulami. Przyszłam po szale i z szalami wyszłam. Wydałam na nie niecałe 100 PLN, co jest o tyle ważne, że jeden jest mieszanką jedwabiu i wełny, a drugi kaszmiru i wełny. Obydwa wyprodukowane w Europie. Piękne, prawda?

I na koniec, na osłodę, żeby nie było, że jestem ideałem. Mam słabość, są nią zegarki. O tym też kiedyś napiszę.

A jak u Was z kupowaniem? Macie jakieś zasady, których sztywno się trzymacie? Chętnie poczytam, jak wygląda życie Waszej szafy 🙂

Podobne wpisy

7 komentarzy

  • Reply Agnieszka 29 stycznia 2017 at 13:40

    Też tak miałam, teraz stawiam na jakość a nie na ilość. Niestety moją słabością są książki 🙂 Ciężko mi przejść obojętnie obok księgarni, a jak już tam wstąpię niby tylko tak popatrzyć, zawsze z czymś wychodzę 🙂

    • Reply Namysłowska 29 stycznia 2017 at 15:19

      No cóż…do książkowej słabości przyznam się przy okazji innego wpisu 🙂

  • Reply Kobieta po 30 2 lutego 2017 at 17:51

    Mam podobnie, ale też musiałam przejść fazę zachłyśnięcia się ilością, teraz na temat patrzę inaczej, rozważam, co naprawdę warto kupić i się na to decyduje, analizując wykonanie, jakość i uniwersalność

    • Reply Namysłowska 3 lutego 2017 at 06:23

      Osobiście nie znam nikogo, kto tej fazy by nie przerabiał. Znam natomiast przypadki, gdy ta faza nadal trwa :/

  • Reply Klaudia 21 lutego 2017 at 18:09

    Ha, a ja mogę odpowiedzieć! 🙂 Mam nieco ponad 100 (może 120) sztuk ubrań (nie jestem pewna, bo trochę się pozmieniało, gdy je policzyłam) – razem z kurtkami, butami, torebkami (ale bez bielizny i „podomowych”, z którymi nadal walczę). Daleko mi do mojej idealnej szafy, ale chyba nigdy nie kochałam jej zawartości tak, jak teraz.

    Ale skoro tak pytasz…. To ile Ty masz ubrań? 😉

    • Reply Namysłowska 22 lutego 2017 at 06:13

      Najważniejszy, pierwszy krok, masz już za sobą – wiesz co masz i ile tego jest. „Podomowe” ubrania to chyba zmora wielu z nas, podobnie jak wyciągnięte t-shirty do spania.
      Odpowiadając na Twoje pytanie – bez bielizny, na wszystkie sezony mam 68 sztuk ubrań.

      • Reply Klaudia 26 lutego 2017 at 13:14

        Podziwiam! 🙂 Przypuszczam, że tak koło 80 też powinno mi wystarczyć. Póki co mam kilka sztuk, które chcę oddać/sprzedać, część rzeczy mam z „kiedyś” i jeszcze ze mną zostaną, bo je noszę, mimo że nie pasuję idealnie do mnie czy mojej szafy. Wyciągniętych t-shirtów do spania się pozbyłam, a jak mam ochotę włożyć coś takiego – kradnę od mojej drugiej połowy 😉

    Skomentuj artykuł