Życiowo

Pozdrowienia z Afganistanu

5 lipca 2011

Tak, wiem – długa przerwa w pisaniu była. Tak, wiem – brak
wytłumaczenia. No chyba że za okoliczność łagodzącą możemy uznać
warunki panujące tutaj, czyli w bazie wojskowej w Afganistanie. Ale do
rzeczy.
Jestem w tym kraju już szósty dzień, z czego trzeci w miejscu
docelowym, a dwa z nich to dni zawodowo przepracowane. Jest ok. No
dobrze…jest super. Nie napiszę, że fantastycznie, bo tak będę mogła
powiedzieć gdy w koncu wypuszczą mnie poza mury bazy. A tego jeszcze
nie zrobili. Krajobrazy mogłam jak na razi epodziwiać tylko lecąc
samolotem czy śmigłowcem. A jest co podziwiać. Naprawdę. Sięgająca
horyzontu kamienista pustynia, i zarys gór sięgających nieba to obraz
niezapomniany. Na mnie zrobił wrażenie. Co jeszcze? Zjawisko, które
miało miejsce wczoraj – „deszcz-nie-deszcz“. Na niebie pojawiają się
burzowe chmury, robi się ciemno, zaczyna wiać wiatr i po krótkim
czasie wszystko ustaje. Bez kropli deszczu. Dzieje się tak, ponieważ
woda (krople) wyparowują nim dotrą na ziemię. Nigdy wcześniej nei
słyszałam o tym zajwisku. Kolejne, o którym słyszałam ale nie
widziałam wcześniej na własne oczy to burza piaskowa, a konkretnie
pyłowa. W powietrzu unoszą się miliony drobinek kurzu i pyłu, które
momentalnie pokrywają wszystko. Po chwili wiatr ustaje i jest piękna
pogoda. O całym zjawisku świadczy tylko kolorystyka – nawet drzewa
(tak, rosną tutaj pojedyncze drzewa) mają liści ekoloru
oliwkowoszarego. A jeśli drzewa to też kwiaty. No może to zbyt mocno
powiedziane ale w czasie ostatniego spaceru na helipad (lądowisko) na
własne oczy zobaczyłam drobne krzewinki z ciemno różowymi, drobnymi
kwiatuszkami. Są też zwiarzątka. Nie wiem jak to wygląda na zewnątrze
ale w bazie zaobserwowałam:
a)      niezlicozne ilości much – takich normalnych, jak w Polsce
b)      psa – tak, żyje sobie czarny mieszaniec o nieznanym imieniu,
dokarmiany przez wszystkich; podobno przyszedł z miasta – zwyczajnei
przez bramę
c)      pająk wialbłądzi – osobiście jeszcze nei spotkałam ale niektórzy
mieli już nieprzyjemność obcowania; stworzenie owo ma wielkość
rozłożonej dłoni; nie jest jadowite ale gryzące – po prostu wygryza w
ciele ofiary dziurę 

To byłoby na tyle. Jak tylko moje życei tutaj nabierze kolorów i
rozpędu – doniosę. Pozdrowienia spod afgańskiego nieba.

Podobne wpisy

1 Komentarz

  • Reply coubeatki 5 lipca 2011 at 22:47

    Zazdroszczę widoków. Zachwytów. Pokażesz jakieś zdjęcia?

  • Skomentuj artykuł