Dla ciała less waste Wegetarianka w skórze Zdrowo

Mniej „less-waste”

20 stycznia 2020

Na blogach, w postach na FB czy Instagramowych wpisach coraz częściej widzę wyliczanki, o tym jak ich autorzy są „less-waste” albo wręcz „zero-waste”. Chwalą się, że zrezygnowali z kawy na wynos w papierowym kubku, papieru śniadaniowego, a do pracy dojeżdżają rowerem niezależnie od pory roku. Przyznam, że bardzo się cieszę, że ludzkość wzięła sobie w końcu do serca problem nadmiaru/śmieci/plastiku itp. Sama jestem wyznawcą tej religii. Mam termiczny kubek, lunch-box i książki w wersji elektronicznej. Jednak oglądając czy czytając wspomniane już wpisy miewałam wyrzuty sumienia, że cały czas robię za mało. W końcu jednak mi przeszło. Stwierdziłam, że nie dam się zwariować. I dzisiaj będzie o tych moich śmieciowo-plastikowych grzechach

 

Kosmetycznie

Na pierwszy ogień pójdą płatki kosmetyczne do demakijażu. Nie potrafię się zdobyć na cięcie koszulek na strzępy i przemywania tymi resztkami twarzy, a później ich pranie. Wiem ile „kosztuje” produkcja płatków i z czym się wiąże, podobnie jak ich los po zużyciu. Dlatego staram się wybierać te najbardziej ekologiczne. Nie wymienię ich jednak na te wielokrotnego użytku, które de facto i tak muszę uprać.

W kosmetykę wpisuje się też symbol walki o czystość oceanów czyli patyczek do czyszczenia uszu. Wbrew otoczeniu i prasowej nagonce cały czas je mam. Już nie te plastikowe w przezroczystym pudełku ale biodegradowalne w tekturowym opakowaniu. Ale mam. Bo nie wyobrażam sobie wykonywania pewnych zabiegów higienicznych bez ich użycia. Tak, wiem, że są specjalne spreje do czyszczenia uszu – mam takowy. Niezależni od tego – patyczki zostają.

Zakupy w plastiku

Kupuję w plastiku. Gdy tak zdecyduję. Na zakupy spożywcze chodzę z koszykiem, w którym mam woreczki na owoce (uszyte przez mamę ze starych firanek) i takie same na pieczywo (też maminego autorstwa, z lnianych obrusów). Wybieram produkty sypkie w papierowych torebkach, kukurydzę czy groszek w słoikach zamiast w puszkach. Ale jeśli cena gruszek luzem jest dwukrotnie wyższa od tych w plastikowej siatce, biorę te drugie. Zamiast zwykłego proszku do prania w 5 kg kartonie kupuję płyn Frosch w plastikowym worku, który (worek) będzie się dłużej rozkładał ale wiem, że woda po praniu nie jest radioaktywna.

 

Komunikacja

Jeżdżę do pracy samochodem. Mam możliwość skorzystania z komunikacji publicznej, tyle że taka podróż trwa 3 razy dłużej. Tę drugą opcję wybieram, gdy wiem, że nie mam czasowych ograniczeń i planuję ogarnięcie kilku punktów w Berlinie, gdzie ani nie chcę truć spalinami tysięcy rowerzystów ani szukać godzinami miejsca parkingowego.

Na długich trasach (np. do Krakowa) raczej latam niż jeżdżę. Bo jest szybciej i taniej.  Oszczędzam. A to, co zaoszczędzę wykorzystuję na walkę z smogiem i plastikiem.

 

Nie jestem idealna i nigdy nie będę. Pewnie popełniam jeszcze steki innych „less-waste” błędów ale nie będę popadać w obłęd i biczować się z tego powodu. Nic kosztem własnego „ja” ani tym bardziej pod publikę

Podobne wpisy

6 komentarzy

  • Reply Judyta 22 stycznia 2020 at 21:04

    Bardzo dobre podejście. Nie dać się zwariować. Oszczędzać na tle ile można. U mnie niestety nie ma możliwości zamiany samochodu na rower, 20 km do pracy to już kawał drogi. Aczkolwiek planuje latem do miasta po drobne zakupy jeździć na rowerze (oby mi się udało:) jakieś 6 km przez pola 😀

    • Reply Namysłowska 23 stycznia 2020 at 08:01

      Dokładnie – grunt to nie zwariować. A co do planów rowerowych, życzę powodzenia i trzymam kciuki. Mam nadzieję, że pochwalisz się sukcesami w tym temacie 🙂

  • Reply puch ze słów 22 stycznia 2020 at 23:34

    Wystarczą małe zmiany a już będzie lepiej. od małych kroków sie zaczyna lepiej mniej a systematycznie 😉

    • Reply Namysłowska 23 stycznia 2020 at 08:02

      Zgadzam się. Z resztą chyba w żadnej dziedzinie, nie da się zmienić świata, nawet tego prywatnego, w jeden dzień.

  • Reply Ja Optymistyczna 23 stycznia 2020 at 09:09

    Ja przekonuję innych, że warto robić zwłaszcza te zmiany, które nie wymagają niemal żadnego wysiłku. Jak bawełniana torba na zakupy, inny typ patyczków do uszu, przejście z żeli pod prysznic na mydło. Przecież to nic nie kosztuje, a nawet można zaoszczędzić!

    • Reply Namysłowska 23 stycznia 2020 at 09:13

      I świetnie! O to właśnie chodzi. Wprowadzanie dobry nawyków do własnej codzienności to jedno, a drugie – przekazywanie innym tej wiedzy. Sama to przerobiłam. Poprosiłam mamę o uszycie woreczków na owoce i pieczywo. Teraz ona sama je stosuje, a nawet tata wychodząc na zakupy przypomina, by o nich nie zapomnieć.

    Skomentuj artykuł

    Secured By miniOrange