Książkowo Obyczajowe Życiowo

Letnie podsumowanie

31 lipca 2017

Zastosuję dzisiaj taktykę, którą obserwuję ostatnio na wielu poczytnych bloga. To „podsumowanie”. Wiele autorek (tak się składa, że czytam tylko blogi prowadzone przez kobiety) wprowadziło u siebie wpisy podsumowujące. Regularnie (co tydzień np.) pojawiają się wpisy, o tym, co już na blogu było. Nie wiem, jaki ma to cel; w moim przypadku powoduje rezygnację z regularnej lektury. Zwyczajnie „nie chce mi się” wchodzić na stronę, żeby przeczytać o tym co było, co już przeczytałam. Daleka jestem od podsumowań podsumowań. Dzisiaj jednak robię wyjątek i sama podsumowuję na blogu. Z prostej przyczyny – zebrało się tego tyle przez ostatnie tygodnie, że najprościej będzie zebrać wszystko w jednym wpisie. No to zaczynamy!

Byłam…na wakacjach. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam Mazury. Tak, wiem – wielu z Was przeczyta to z niedowierzaniem, ale tak właśnie było. Nigdy wcześniej nie miałam okazji bywać w tej części kraju. A jest bajeczna. To naprawdę kraina tysiąca jezior, jeziorek, stawów, bajorek itp. Są przepiękne. Szczególnie o wschodzi słońca, gdy rozchodzi się nad nimi warstwa mgły. Nic tylko fotografować. Na pewno tam wrócę. Nie tylko nad zagubione wśród lasów małe jeziorka ale też na ruchliwą marinę i do poniemieckich bunkrów.

Jadłam…ziemniaki. Pod wieloma postaciami. Oczywiście na Mazurach. Mam wrażenie, że to warzywo jest podstawą tamtejszej kuchni. Była babka ziemniaczana, szare kluski kładzione, kiszka ziemniaczana, placki ziemniaczane i kartacze. Pychota! Dla tych smaków też tam wrócę. A teraz jem ziemniaki w mniej skomplikowanej wersji czyli jako Hasselback z Jadłonomii. Wyborne!

Słucham i słucham….ścieżki dźwiękowej ze „Sztuki kochania” i odpływam. Film był fantastyczny. Obejrzałam go raz ale na pewno jeszcze do niego wrócę. Nie tylko dla głównej bohaterki ale też dla całej otoczki – tak barwnej i kolorowej.

Wróciłam….do jogi i biegania. To pierwsze staram się wdrażać codziennie, zaraz po przebudzeniu. Z tym drugim jest nieco gorzej ale czy ktoś z Was tak od razu zaczął biegać/ wrócił do biegania z uśmiechem na twarzy? No właśnie.

Rozwijam…moją znajomość niemieckiego. A raczej cały czas uczę się tego języka. Jest zdecydowanie lepiej niż przed dwoma czy trzema miesiącami ale do ideału jeszcze bardzo daleko. Może dlatego, że jakoś między nami nie iskrzy? Jakiś taki ciężki jest
i kanciasty. No bo sami powiedzcie, jak można nazwać określić motyla jako „Schmetterling” czy tęczę jako „Regenbogen” (dosłownie deszczowy łuk).

Czytam…jak zwykle bardzo dużo – zwykłych popychadeł ale też bardziej absorbujących pozycji. Z ostatnio przeczytanych gorąco polecam biografię Wandy Rutkiewicz autorstwa Anny Kamińskiej. Czytałam już wiele książek o wspinaniu i wspinaczach,
ta zdecydowanie jest najlepsza.

 

Jak widzicie, cały czas coś się dzieje. Nie stoję w miejscu. Czasem wręcz pędzę i w konsekwencji brakuje czasu na bloga. Moje postanowienie na drugą połowę wakacji, to zwolnić. Tak rozsądnie. Mam nadzieję, że mi się uda. A jak Wam mija lato?

Podobne wpisy

1 Komentarz

  • Reply Kobieta po 30 10 sierpnia 2017 at 13:33

    Ja też na Mazurach byłam chyba raz…Jutro planujemy szybki wypad do Iławy, bo mamy nieco ponad 2h drogi tam 🙂 Zobaczymy, czy się uda.
    Sztuka kochania też mnie zauroczyła. Bardzo fajnie zrobiony film i ścieżka dźwiękowa świetnie współgra z tym, co się dzieje na ekranie.

  • Skomentuj artykuł