Kryminał Książkowo

Książka książce nierówna

19 grudnia 2017

Jestem uzależniona od książek. Mogłabym tak naprawdę czytać bez przerwy. W miesiącu czytam 5-6 książek. Dużo. To wręcz podwód do dumy w czasach, gdy co trzeci Polak sięga po książkę, a pozostali wprost deklarują, że nie czytają. Ale czy na pewno powinnam być z siebie taka dumna?

Żeby nie pogubić się w tym całym moim czytelnictwie, już przed laty założyłam sobie konto na portalu „Lubimy czytać”. Fantastyczna sprawa, którą polecam każdemu molowi książkowemu. Tworzymy sobie wirtualne półki z książkami, które chcemy przeczytać, czytamy, ulubionymi i tymi, które nas rozczarowały. Możemy książki oceniać, a nawet pisać ich recenzje. Mój wirtualny księgozbiór jest już dosyć spory. A dzięki temu, że sumiennie odnotowuję w nim każdą przeczytaną książkę, mogłam zrobić rachunek sumienia. Przyznam, przeraził mnie. Przeczytałam w tym roku 80 książek. W zdecydowanej większości kryminały, trochę literatury „babskiej”, trochę beletrystyki. Ja, inteligentna wykształcona osoba nie przeczytałam nic „ambitnego”. Nie zrozumcie mnie źle – nie dyskredytuję żadnego gatunku literackiego, z resztą wspomniane kryminały uwielbiam. Podobnie jak lubię odpocząć przy babskich wynurzeniach. I myślę, że nie ma w tym nic złego. Niemniej jednak, brakuje w tym moim zestawieniu czegoś głębszego. Przyznam, nie bez rumieńca wstydu, że klasykę czytałam ostatnio w liceum. Nowości z listy np. Bookera znam tylko z recenzji. Regularnie zaglądam na strony największych polskich wydawnictw i sprawdzam, co tam nowego. Ba, na półkę „Chcę przeczytać” trafiają kolejne ambitne tytuły. I na tym się kończy. Dlatego – pomimo, że bardzo nie lubię noworocznych postanowień – tym razem jedno podejmę. W kolejnym roku ograniczę liczbę czytanych książek; mówiąc górnolotnie postawię na jakość, nie ilość. Postaram się w każdym miesiącu sięgnąć po coś „klasycznego” i coś „nowego”. Przez „klasyczne” rozumiem kanon literatury powszechnej. „Nowe” to książka, która wchodzi na rynki ale raczej nie Dan Brown. Na pierwszy ogień, jeszcze w tym tygodniu pójdzie „Lolita” Nabokova. Tak, wiem, wstyd. Ale jakoś tak się złożyło, że nie czytałam. Nie wiem, co będzie z „nowych”. Musze rozeznać rynek, tym razem konsekwentnie – nie tylko odhaczając jako „Chcę przeczytać”.

 

A jak u Was z czytaniem? Czytacie, pożeracie książki czy poczytujecie? Ambitnie czy trochę mniej? Może podpowiecie, po co warto sięgnąć? Chętnie poczytam.

Podobne wpisy

1 Komentarz

  • Reply Kobieta po 30 20 grudnia 2017 at 12:26

    U mnie różnie. Zależy od nastroju, okresu w życiu, itd. Czytam jednak niezmiennie od dziecka, raz klasykę, innym razem dobry kryminał lub książkę „uduchowioną ” 😉

  • Skomentuj artykuł