Dla ciała Zdrowo

DKMS

24 lipca 2018

W portfelu mam całą masę kart. Z jednych korzystam częściej (salon fryzjerski), z innych rzadziej (sklep z bielizną). Jest jednak jedna taka karta, z której mam nadzieję nikt nigdy nie skorzysta. Że nie będzie takiej potrzeby. To: 

”Karta dawcy legitymująca Cię jako potencjalnego dawcę krwiotwórczych komórek macierzystych”

Karta DKMS

….zwróć uwagę na najważniejszą kartę….

W bazie zarejestrowałam się jakieś 5 late temu. Gdzieś tam przeczytałam, historię osoby, której życie uratował właśnie przeszczep komórek macierzystych. Nie pamietam dokładnie, co sobie wtedy pomyślałam. Pewnie stwierdziłam, że skoro to może pomóc, to dlaczego nie. Z resztą i tak pewnie na mnie nie trafi.

Od tego momentu minęło sporo czasu. Działalność Fundacji DKMS co jakiś czas jest nagłaśniania. Pojawiają się plakaty i billboardy informujące o ich działaności. Widząc odzew na organizowane przez fundację akcje dochodziłam do wniosku, że chyba już cały świat o tym wie, połowa się zdeklarowała, a ci, którzy tego nie zrobili, pewnie zrobią w przeciągu tygodnia albo dwóch. To chyba oczywista oczywistość.

O jak ja głupiutka się myliłam. Przekonałam się o tym niedawno, gdy u syna znajomych po dwóch latach nastąpił nawrót choroby. Białaczka. Zaczęła się seria badań, konsultacji, kolejnych badań, podawania leków. W końcu okazało się, że konieczny jest przeszczep czyli znalezienie dawcy. Najbliższe otoczenie ruszyło do rejestracji jako potencjalni dawcy. I tutaj mój pierwszy szok: „Jak to?!?…Tyle się mówi, pisze, śpiewa o DKMS a są jeszcze osoby niezarejestrowane? Niemożliwe…” Jak się okazało – możliwe. A co „bardziej możliwe”, takie osoby są w moim najbliższym otoczeniu. I tutaj stop. Nie zrozumcie mnie źle. Nie uważam, że każdy musi być dawcą. Akceptuję i szanuję to, że ktoś nie chce się zarejestrować, nie widzi sensu czy potrzeby w tego rodzaju pomaganiu. Jesteśmy różni. Mamy różne poglądy i motywację. Powtarzam – akceptuję i szanuję to. Ale gdy słyszę, że ktoś nie rejestruje się, bo…. i tutaj milion argumentów od czapy, to dosłownie mi się ulewa. Bo nie ma dla mnie nic gorszego, niż odmowa pomocy wnikająca z bazowania na stereotypach i nieznajomości tematu. Koniec. Kropka.

Albo jeszcze nie koniec. Jeszcze dwie rzeczy. A nawet trzy:

  • zanim zdecydujesz, że NIE, zastanów się dlaczego; miej prawdziwe, logiczne argumenty
  • gdy szukano dawcy dla syna znajomych, jeden z punktów, gdzie można się było zarejestrować, stanął we wrocławskiej Hali Stulecia, w czasie odbywających się tam Ogólnopolskich Rekolekcji Dla Małżeństw. Liczba zarejestrowanych: 6. Rejestracja – bezpłatna. Rekolekcje – 155-255 PLN. Chrześcijańska postawa – bezcenna…
  • dla syna znajomych znalazł się dawca; trwają przygotowania do przeprowadzania wrześniowego zabiegu; cieszę się, że ten człowiek (anonimowy) nie miał głupich wytłumaczeń

A Ty? Jakie masz argumenty przeciwko rejestracji?

 

Podobne wpisy

2 komentarze

  • Reply Bobe Majse 7 września 2018 at 12:35

    W moim życiu ten temat wypłynął wraz z realnym problemem białaczki w rodzinie. Niestety, zostałam zdyskwalifikowana już we wstępnym wywiadzie. Uderzyło mnie coś innego… w pewnym momencie szpital, fundacja – nie pamiętam, kto szukał dawcy szpiku dla kuzyna, przekazała mu informację, że znalazł się mężczyzna z Niemiec, który jednak wycofał swą ofertę. No i kuzyn, jakby mało miał jeszcze problemów, zadręczał się myślą, czy to dlatego, że pacjent z Polski…

    • Reply Namysłowska 12 września 2018 at 06:48

      W opisanym przeze mnie przypadku podczas zbierania „deklaracji” jedna z Pań zaznaczyła, że chętnie zarejestruje się w bazie ale pod warunkiem, że będzie dawcą tylko dla Polaka…
      A chłopcu, od którego zaczął się wpis, pomoże dawca w Włoch 🙂

    Pozostaw odpowiedź Bobe Majse Anuluj odpowiedź