Przeglądasz kategorie

Życiowo

Filozoficznie

Refleksja po

2 sierpnia 2016

Jak zapewne się domyślacie – po wizycie papieża. W ostatnim czasie wizytą głowy Kościoła żyła cała Polska. Niezależnie od poglądów. Ja też. Nie bezpośrednio – nie wybrałam się do Krakowa, Częstochowy czy Wieliczki. Nie obejrzałam nawet większości transmisji w telewizji. Nie lubię tłumów. A może tylko się tłumaczę?

Jestem w jakimś stopniu przedstawicielem pokolenia JP2. Urodziłam się, gdy Wojtyła już był papieżem. Całe moje dzieciństwo i nastoletnie życie, które były bardzo blisko związane z kościołem przypadły na czas jego pontyfikatu. Gdy odszedł – jakby to nie zabrzmiało – urząd papieża stracił dla mnie na ważności. Wydawało mi się, że „nie nasz papież” nie jest już tak ważny. Nie osiągnie więcej niż Wojtyła. Nie dokona większego przełomu. Nie wyjdzie bardziej do ludzi. I przyszedł Jorge Mario Bergoglio. Jest bardziej. Bardziej niż Wojtyła. I tym zjednuje sobie ludzi. I tym zraża sobie „współplemieńców” (czyt. „prawdziwych” katolików). No bo jak można być tak skromnym? Tak szczerym? Tak wesołym? Tak prostolinijnym. Można. Czytaj dalej

Życiowo

Bo we mnie jest..no właśnie – co?

13 czerwca 2016

Powiem wprost – jestem na etapie dryfowania. Wiem, że potrzebuję zmian, chyba w każdym obszarze mojego życia. No, prawie każdym – Drugiej Połowy nie chcę zmieniać, jest idealna 🙂 Ale pozostałe obszary aż krzyczą o potrzebie nowego. Można powiedzieć, że poczyniłam już pewne kroki. Zaczęło się od stylu – tego modowego – o tym w kolejnym wpisie. Później przyszła kolej na tryb życia, a dokładnie aktywność i odżywanie – o tym z kolei na moim drugim blogu. Pojawiła się też potrzeba zmian zawodowych. Niby już wiem, co chcę robić, czego nie chcę, co daje mi satysfakcję, a co zniechęca i męczy. No właśnie – „niby”. Stwierdziłam, że potrzeba mi jednak czegoś/kogoś, co utwierdzi mnie w moich przemyśleniach lub – wręcz przeciwnie – rzuci na nie zupełnie nowe światło. Postanowiłam zasięgnąć pomocy czy rady profesjonalisty czyli coacha. Nim jednak doszło do spotkania, trafiłam tutaj. Czytaj dalej

Na swoim

Prawie na swoim

7 czerwca 2016

Przed kilkoma tygodniami pisałam o decyzjach, które podjęłam w związku ze swoim życiem zawodowym, a siłą rzeczy też prywatnym. Dojrzałam do swego rodzaju „samodzielności” zawodowej. Tak mi się przynajmniej wydawało. Teraz, z perspektywy kilku tygodni już wiem, że zupełne odcięcie pępowiny jest bardzo trudne. Podziwiam osoby takie jak Life Managerka, Joanna Glogaza czy Gosia Zimniak, które zdecydowały się, na rezygnację z etatu i prowadzeni własnej działalności. Wydawało mi się, że jestem już na to gotowa, że mogę zacząć i sobie poradzę. Rzeczywistość pokazała, że jest jednak inaczej. I nie chodzi o zlecenia, brak klientów czy opcji rozwoju. Moje wewnętrzne „polskie” JA cały czas się buntuje siejąc czarnowidztwo – „nie uda się”, „nie nadajesz się”, „nie poradzisz sobie”, „z tego nie da się żyć”; sieje zamęt i niestety – zwycięża. Pępowina nie została jeszcze całkowicie odcięta. Ale jest progress – nie ma już pracy na etacie, po 12 godzin na dobę, z parciem na karierę i wysokie obcasy i brakiem wolnych weekendów. Owszem, jest etat ale tylko taki „na przeżycie” – na 8 godzin dziennie, od poniedziałku do piątku, pozwalający na zostawienie obowiązków zawodowych za drzwiami biura. Ale dający poczucie stabilności finansowej, a przede wszystkim czas na rozwój – wewnętrzny ale też rozwijanie pasji, które z czasem stanie się sposobem na życie. Bo wiem, że z czasem tak będzie.

Życiowo

Nowe…

18 maja 2016

Nie wiem, który to już raz kajam się wracając po dłuższej nieobecności; nie będę się powtarzać. Przejdźmy do rzeczy – wróciłam. Mam nadzieję, że tym razem na dłużej (nie będę pisać, że na zawsze – to tak przytłaczająco brzmi). Niemniej jednak – jestem. Mój powrót ma związek z przewrotem jakiego dokonałam w sferze prywatnej. Otóż – po raz pierwszy w moim życiu zrezygnowałam z jednej pracy, nie mając w perspektywie żadnej innej. Po raz pierwszy też postanowiłam pożegnać się z komfortem pracy na etacie, na rzecz własnej działalności. I tutaj od razu nasuwa mi się myśl – czy moje ostatnie miejsce pracy to aby na pewno był „komfort”…hahaha (o moim ostatnim miejscu pracy, gdzie spędziłam ponad 2 lata na pewno napiszę książkę – będzie to gorzka satyra na hotelarstwo i fenomen firmy rodzinnej w PL). Czytaj dalej

Życiowo

Przesyt…?

17 listopada 2015

Poproszę o diagnozę, na podstawie opisu sytuacji – cały dzień w pracy spędzam przed monitorem – Outlook, emalie, program do rozliczeniowy itp, przy czym to „itp” to nie jest internet ani tym bardziej FB. Ten mój pracowy dzień jest tak skontrowany, że nie mam opcji rozgrzewki przy kawie na pudelek.pl – taki life. Po pracy, już w domu, gdy włączę laptopa – sprawdzam pocztę, poczytam gazeta.pl, wejdę na regularnie odwiedzane blogi i fb..no i koniec. Tak właściwie wygląda moja choroba/stan, który chyba muszę nazwać „przejedzeniem internetowym”. Zwyczajnie nie mam czego szukać w tym necie. Kiedyś, nie tak bardzo dawno, mogłam godzinami buszować po sieci, przeglądać strony, wyszukiwać informacji. A teraz? PO godzinie mam wrażenie, że już wszystko przeczytałam! Też tak macie? Powiedzcie, że tak..że wszystko ze mną ok…

A, przypominałam sobie, że jeszcze wieczorami oglądam seriale. W necie.

gif-rainbow-vomit-memes-gravity-falls-445237

Życiowo

Reaktywacja – kinowo

30 października 2015

Reaktywacja po raz kolejny. Dzień dobry wszystkim wytrwałym, którzy jeszcze tutaj zaglądają pomimo półrocznej przerwy. Do blogowania najłatwiej wrócić recenzjami – tym razem będą kinowe, w liczbie trzech.

The Walk/Sięgając chmur

Film, który prawdopodobnie pozostanie niezauważony dla szerszego grona. Na jego recenzję trafiłam przypadkiem, tłumów w sali kinowej nie było, osoby, którym o filmie wspomniałam robiły wielkie oczy.

Film biograficzny,chociaż dla mnie momentami dreszczowiec. Opowiada historię francuskiego artysty Philippe’a Petita, linoskoczka, który przeszedł po linie rozciągniętej między nieistniejącymi już dzisiaj Twin Towers. Jako młody chłopak zobaczył w gazecie artykuł o powstających za oceanem budowlach i od tego momentu cale jego życie ukierunkowane było na osiągnięcie celu. Bo chyba tak nazwać trzeba jego marzenie, do którego realizacji zaczął się sumiennie przygotowywać. Zbierał pieniądze, uczył się angielskiego, konstruował i sprawdzał mechanizmy, które pomogą mu dokonać historycznego przejścia.  Co najbardziej spodobało mi się w filmie? W sumie zdjęcia z samego przejścia i rekonstrukcja komputerowa niesiniejących już wież. Najważniejsza była jednak dla mnie historia człowieka, który wszystkie siły skierował w jedno działanie – realizację planu, marzenia. Które zresztą osiągnął. Tego mu zazdroszczę. Czytaj dalej

Życiowo

A jak…

9 marca 2015

Ostatnio głośno jest o książce Małgorzaty Halber „Najgorszy człowiek na świecie”.  Główna bohaterka – alter ego autorki – jest alkoholiczką.  Alkohol to jej lekarstwo na życie. Na nieśmiałość, na dobrą zabawę, na odwagę.  Pomaga od razu ale też szkodzi, dlatego bohaterka postanawia z nim zerwać. Książka to historia walki z tym nałogiem. Porusza do głębi. Ale dzisiaj nie będzie o książce ale o ludziach i alkoholu. Na tym drugim za bardzo się nie znam – a napojów wyskokowych przemawia do mnie wytrawne wino w ilości 1 lampka. Są osoby, którym jedna lampka nie wystarcza. Potrzebuję więcej, mocniej, częściej. Nie, to nie panowie spod budki z piwem. To nie  ich to nie ich towarzyszki z napuchniętymi twarzami. Nie młodzi ludzie, dla których dobra zabawa równa się urwany film. To normalni ludzie z mieszkania obok. Sąsiad z drugiej strony ulicy, który codziennie mówi dzień dobry. Pani z urzędu, która jako jedyna ma cierpliwość dla petentów. Nie, nie przychodzą pijani do pracy. Nie biją żon pod wpływem wysokoprocentowej agresji. Ba, nie wsiadają za kółko po jednym piwie. Są nieszkodliwi. Grzeczni. Mili. Uprzejmi. Zawsze pachnący i uśmiechnięci. Tylko po pracy, wieczorem na odstresowanie muszą wypić jednego drinka. Tylko na koniec tygodnia potrzebując resetu w postaci „pół litra na głowę”. Nie, nie awanturują się po spożyciu. Idą grzecznie spać. A następnego dnia dalej świetnie grają swoje role w świecie bez nałogów

Życiowo

Dobre wychowanie

27 lutego 2015

Dzisiaj inspiracją był ten tekst. Jego autorka z właściwą sobie dozą ironii wymienia 10 rzeczy, których nie nauczyli jej rodzice. Ciekawe, prawda? Zazwyczaj na blogach, w felietonach czy wywiadach ludzie piszą i mówią o tym, czego rodzice ich nauczyli, co wynieśli z domu. Tym razem jest odwrotnie – czego autorce brakuje w dorosłym życiu? Czego jej rodzice nie dali? Mówiąc w skrócie – chamstwa, bezczelności, jaskrawej przebojowości i parcia po trupach do celu. Nie przekazali jej tych jakże ważnych umiejętności, bez których w dzisiejszym świecie nie można sobie poradzić. I jak ona biedna teraz funkcjonuje? No cóż, pozwolę sobie na przypuszczenie, że całkiem nieźle. Jest znaną blogerką – może nawet opiniotwórczą sądząc po ilości odwiedzin/komentarzy do postów. Szcześliwą matką – dwójki dzieci (ciekawe jakie wartości im przekazuje). Nie wiem, kim jeszcze jest – nie znam jej osobiście. Śmiem jednak twierdzić, że szczęśliwym człowiekiem. Może dzięki rodzicom i wartościom, które jej przekazali?

Moi rodzice wychowali mnie i brata podobnie jak autorkę wpisu. Nie mam im tego za złe. Owszem, wejście w nowy obcy świat i zdarzenie z rzeczywistością były bolesne. Wiele zachowań i sytuacji było dla mnie zaskakujących. Ale chyba na tym właśnie polega życie i dorosłość. Żeby uczyć się zachowań, dostosowywać do sytuacji i przewidywać. 

Życiowo

Na biało-czerwono

25 lutego 2015

Dzisiaj będzie trochę patetycznie. Czy ktoś Was kiedyś zapytał, czy jesteście patriotami? Można się obruszyć i powiedzieć: „Co za pytanie?!? Oczywiście!” Tak pewnie powiedziałaby większość. Bo jak odpowiedzieć inaczej? – „Nie, nie jestem. Nienawidzę tego kraju.” Jakoś ciężko. Ale jeśli już deklarujemy się jako patrioci, co dla nas znaczy ten patriotyzm? Czy to duma z polskich sportowców, gdy zdobywają złote medale? Czy radość, że polski film dostał najważniejszą nagrodę filmową? A może pójście na wybory w poczuciu obowiązku i odpowiedzialności za przyszłość kraju?

Nikt nigdy nie zapytał mnie, czy jestem patriotą. Nigdy też sama nie odpowiadałam sobie na to pytanie. Ta wiedza, a raczej świadomość przyszła sama wraz z życiowymi doświadczeniami. To już dzieje się samo, że na dźwięk Mazurka Dąbrowskiego kładę rękę na sercu. Że flaga biało-czerwona to dla mnie świętość, równa symbolom religijnym. Że czułam taki dziwny ucisk w gardle, gdy w samym środku czarnej Afryki zobaczyłam w sklepie krówki z etykietką „made in Poland”. Chyba jestem patriotą. Chyba. Bo nie wiem, czy miałabym w sobie tyle odwagi, żeby z karabinem w ręku walczyć za swój kraj jak młodzi Ukraińcy. Nie wiem, czy starczyłoby determinacji jak nastolatkom z Izraela, które z dumą odbywają obowiązkową służbę wojskową. Nie wiem. A wokół tyle się dzieje…Może czas odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Życiowo

Młodość – pojęcie względne

11 lutego 2015

Ludowa mądrość mówi: „Masz tyle lat, na ile się czujesz”, a kolejna, że można być „młodym duchem”. I tego można się trzymać. Chociaż, ostatnio wbiła mnie w fotel wypowiedź pewnej pani przeczytana w kobiecej prasie. Zaczynała się od słów: „Jestem już po 30tce ale wciąż młoda duchem”. Załamałam się. Tak, ja wiem, że komórki mięśniowe zaczynają zanikać po 25 roku życia. Że po 30 urodzinach spowalnia metabolizm i coraz trudniej przeprowadzić skuteczny proces redukcji wagi ale żeby aż tak????? Naprawdę się przeraziłam. Trzydzieści lat mam już od jakiegoś czasu. Przyznam, fakt nie posiadania dzieci i wynikających z tego zobowiązań wpływa odmładzająco na moją psychikę ale koleżanki ze szkolnej ławy, posiadające potomstwo w wieku szkolny, nie postawiły jeszcze na sobie krzyżyka. O co w takim razie chodzi? To po trzydziestce można już tylko czuć się młodo duchem, a ciałem już nie? Co takiego jest w tej magicznej cyfrze, co nie pozwoliło czuć się młodo autorce wypowiedzi? Nie znalazłam odpowiedzi nawet po dwukrotnym przeczytaniu jej listu. Tym bardzie nie mogę jej znaleźć obserwując moją mamę która po cały tygodniu pracy potrafi zmienić firanki i umyć okna w całym domu czy osiemdziesięcioletnią babcię, która nie może doczekać się wiosny i już teraz przekopuje ogródek. Co one mają powiedzieć?…