Przeglądasz kategorie

W podróży

W podróży

Do zobaczenia w Berlinie. Dzielnica Mikołaja

20 lipca 2018

Dzisiaj stawiam bardziej na obraz niż słowo, bo miejsce do którego Was zapraszam jest bardziej do zobaczenia niż opisania. Nikolaiviertel czyli dosłownie „kwartał Mikołaja” to najstarsza część Berlina. Początkami się trzynastego wieku. To historyczne centrum miasta, w przeszłości prężnie działający ośrodek handlowo-rzemieślniczy.

Swoje powodzenie zawdzięczał lokalizacji – tuż nad brzegiem Spreewy. Bardzo łatwo tutaj dotrzeć. Idąc głównym szlakiem turystycznym spod Bramy Brandenburskiej na Alexandrplatz, za mostem, na wysokości Katedry, skręcamy w lewo. Jeśli startujemy z Alexy, przechodzimy obok Czerwonego Ratusza i jesteśmy na miejscu.

Niekolaiviertel - oznaczenie drogi

Tropem Nikolaiviertel

Dzielnica zawdzięcza swoją nazwę kościołowi św. Mikołaja usytuowanemu w jego centralnym punkcie. Świątynia jest najstarszą tego typu budowlą w Niemczech (XIII w.) i fantastycznym przykładem gotyku ceglanego. Zostałą zdesakralizowana i pełni rolę Muzeum. Podobnie jak otaczające ja zabudowania, bardzo ucierpiała w czasie II Wojny Światowej. Podzieliła los warszawskiej Starówki i dzięki staraniom historyków została odbudowana i bardzo pieczołowicie odrestauraowana.

Billboard z reklamą Nikolaiviertel

Berliński miś zaprasza do Mikołaja

Jak wiele pracy włożono w odbudowę tego zaułka, można zobaczyć spacerując urokliwymi uliczkami. Na szczególna uwagę zasługują m.in Knoblauchhaus i Pałac Ephraima. Ten pierwszy nie mam nic wspólnego z czosnkiem. To dom rodziny Knoblauch, gdzie możemy zobaczyć rekonstrukcję typowego biedermeierowskiego mieszkania. Pałac Ephraima to budowla z XVIII wieku. Pierwotnie lokum królewskiego jubilera – dzisiaj muzeum.

Plac Przy Kościele św. Mikołaja

Plac Przy Kościele św. Mikołaja

Wymienione obiekty to tylko mała część tego, co można zobaczyć w Nikolaiviertel. Zaułek mały ale dokładne obejrzenie go zajmuje kilka godzin. Polecam zwolnić, nie śpieszyć się, poczuć klimat miejsca i przenieść się w czasie. Na przykład w jednej z mieszczących się tutaj tradycyjnych gospód czyli „Berliner Kneipen”.

Jedna z urokliwych uliczek przy kościele

    Jedna z urokliwych uliczek przy kościele

Reklama sklepu z tradycyjnymi lalkami

Reklama sklepu z tradycyjnymi lalkami

 

 

W podróży

Do zobaczenia w Berlinie. Wieża Telewizyjna

13 lipca 2018

Zwrócono mi ostatnio uwagę, że pisząc o Berlinie i miejscach, które warto zobaczyć w tym mieście, ciagle pomijam to najważniejsze czyli Wieżę Telewizyjną. No cóż…. Może robię to celowo? Może to dla mnie miejsce nie najważniejsze, a tylko najwyższe?… Nie ukrywam, że za Berliner Fernsehturm nie przepadam. Ani ona dla mnie ładna, ani ciekawa. Ale przyznaję się, była to jedna z pierwszych atrakcji, którą odwiedziłam w stolicy Niemiec jeszcze za turystycznych czasów. Później byłam tam jeszcze dwa razy, w ramach „pokazywania” miasta znajomym. Mam też świadomość, że wielu odwiedzających Berlin chce na wieżę wjechać i już. Dlatego też dzisiaj, trochę wbrew sobie, zapraszam do zobaczenia i tego miejsca. 

Fernsehturm Berlin

Trafić tutaj łatwo. Wieża stoi na samym środku najpopularniejszego miejskiego placu czyli Alexanderplatz. Nie tylko łatwo tutaj dojechać z niemal każdego miejsca w Berlinie (autobusy, tramwaje, kolejka i pociągi mają tutaj główną stację przesiadkową) ale dotrzeć na piechotę z miejsc mniej odległych, ponieważ zdecydowanie góruje nad miastem ze swoimi 368 metrami, dzięki którym jest najwyższym budynkiem w Niemczech i czwartym w Europie.

Fernsehturm Berlin

Fernsehturm Berlin

Powstała w latach 1965 – 1969 i natychmiast stała się jednym z symboli miasta, tuż obok takich obiektów jak Brama Brandenburska, kopuła Reichstagu czy Siegessauele. Popularna do dzisiaj wśród turystów (milion odwiedzających rocznie) pełni również funkcję „techniczną” będąc miejscem lokalizacji nadajników radiowych i telewizyjnych. W mieszczącej się na wysokości 207 metrów obrotowej restauracji „Sphere” odbywają się ważne wydarzenia i imprezy ale dostępna jest ona oczywiście dla zwykłych śmiertelników.

Tym, którzy posiłek wolą spożywać bez obrotów i tłumu turystów, wystarczy obecność piętro niżej, skąd dzięki panoramicznym oknom ciągnącym się wzdłuż całego pomieszczenia, można obejrzeć panoramę miasta. W rozpoznaniu poszczególnych obiektów pomagają rozpiski i fotografie umieszczone na „parapetach” okien. Opisy w języku angielskim i niemieckim są bardzo pomocne, o ile uda nam się do nich przedrzeć przez okupujących okna turystów, w główniej mierze azjatyckiego pochodzenia. Warto też brać pod uwagę warunki atmosferyczne panujące na zewnątrz – najmniejsze zachmurzenie sprawia, że zamiast całego miasta, widzimy tylko dachy budynków w dzielnicy Mitte.

Fernsehturm Berlin

Fernsehturm Berlin

Przejdźmy do kwestii technicznych czyli dostępności. Wieża jest czynna przez cały rok. Od marca do października od 09:00 do 24:00, w pozostałe miesiące od 10:00 do 24:00. Wyjątkiem jest jeden dzień w roku, przeznaczony na konserwację. W 2018 jest to 12 listopada. Bilet normalny kosztuje 15,50€, ulgowy dla dzieci 9,50€. Można je zakupić w kasie lub automacie przy wejściu albo przez internet. Ta druga opcja jest szczególnie polecana, gdy decydujemy się na zwiedzanie w dni typowo „turystyczne” czyli długie weekendy itp., gdy czas oczekiwania na wejście i wjazd sięga 2 godzin. Warto przygotować się też do samego zwiedzania, mając na uwadze przejście przez bramki i kontrolę (sprawdzane są plecaki i torebki) a także krótką ale jednak konieczną jazdę szybką (6 metrów/sekundę) i klaustrofobiczną windą.

Czy warto? Moja opinia jest bardzo subiektywna i powiem szczerze – nie warto, szczególnie jeśli zwiedzanie ma mieć na celu zobaczenie Berlina z góry. W tym przypadku lepiej pofatygować się na kopułę Katedry czy Reichstagu, ewentualnie któregoś z hoteli czy wieżowców na Postdamer Platz. Warto jeśli jesteśmy miłośnikami designu rodem z PRL czy wielbicielami zwiedzania w tłumie.

Do zobaczenia W podróży

Do zobaczenia w Berlinie. Katedra

29 czerwca 2018

W większości europejskich miast na liście 10 najważniejszych „must see” znajduje się przynajmniej jedna świątynia. Berlin nieco odbiega do tych statystyk. Mimo, że stołeczna katedra znajduje się w samym centrum miasta, przy jednym z głównych szlaków turystycznych, często jest przez turystów pomijana. A szkoda. Bo to nie tylko interesujący zabytek ale też świetny punkt widokowy z interesującą historią w tle.

Berliner Dom

Świątynia w obecnym kształcie to dzieło Juliusa Carla Rachsdorffa z Pszczyny. Wzniesiona została w latach 1894-1905 w stylu późnego, włoskiego renesansu. Jest to o tyle interesujące, że to kościół protestancki. Wierni tego wyznania są zwolennikami stylu oszczędnego i białych, pozbawionych ozdób ścian, a Berliner Dom jest pełen złoceń i dekoracji. Wyglądem wyraźnie nawiązuje do katolickiej bazyliki św. Piotra w Rzymie (jest tylko 110 cm niższa od rzymskiego pierwowzoru). Jej centralne miejsce zajmuje gigantyczna kopuła otoczona czterema mniejszymi. Nad głównym wejście góruje olbrzymi łuk z mozaiką przedstawiającą Chrystusa w otoczeniu kalek i inwalidów (jedna z postaci to niemiecki inwalida wojenny).

Wnętrze onieśmiela i, muszę przyznać, nieco przytłacza ilością złoceń, zdobień, dekoracji i detali. Trzeba jednak przyznać, że wszystkie idealnie się dopełniają i tworzą zgrabną kompozycję. Mnogość rzeźb i obrazów nie odwraca jednak uwagi od głównego elementu wystroju jakim jest główny ołtarz wykonany z białego marmuru i onyksu, dla którego tło stanowią trzy witraże przedstawiające sceny z życia Chrystusa.

Przez lata katedra pełniła nie tylko rolę świątyni dla protestantów. W jej podziemiach mieści się krypta Hohenzollernów. Zostały tam umieszczone trumny niemal stu przedstawicieli tego znamienitego rodu. Można powiedzieć, że dla Niemców jest tym, czym dla Polaków krypta na Wawelu. W pierwszych latach po wojnie, gdy sama katedra była w ruinie, to właśnie tam odbywały się nabożeństwa.

Bogato zdobione wnętrze i imponująca krypta to jednak nie wszystko, co Berliner Dom ma do zaoferowanie zwiedzającym. Większość z nich decyduje się na wizytę w katedrze ze względu na wspomnianą już kopułę. Ta imponuje wielkością. Ma 70 metrów wysokości, a od środka została wyłożona 500 000 płytek tworzących mozaikę. Tych, na których nie zrobi to wrażenia, zachwyci z pewnością widok z kopuły. Wystarczy pokonać 270 stopni (nie ma windy!), by spojrzeć z góry na Wyspę Muzeów, Alexanderplatz czy Unter den Linden. Widok naprawdę imponujący. Trzeba tylko pokonać też niemal 300 schodów.

Widok z kopuły katedry berlinskiej

Katedrę można zwiedzać od poniedziałku do soboty, w godzinach 09:00-20:00. W niedziele od 12:00 do 20:00. Bilety kosztują odpowiednio 7 € – normalny, 5 € ulgowy. Bilety upoważniają do zwiedzania wnętrza, krypty, muzeum oraz wjeścia na kopułę. Na dokładne zwiedzanie warto poświęcić około godziny. O ile w głównej części katedry nie ma barier architektonicznych, o tyle wejście na kopułę jest mocno utrudnione dla osób starszych czy rodziców z dziećmi w wózkach.

Do zobaczenia W podróży

Do zobaczenia w Berlinie. Akwarium w Ogrodzie Zoologicznym

21 czerwca 2018

Jedną z najpopularniejszych berlińskich atrakcji jest Aqua Dom czyli cylindryczne akwarium będące jednocześnie hotelową windą. Sama najpierw długo opierałam się przed wizytą, no bo jaką atrakcją może być przejażdżka windą, nawet jeśli ta jest ruchomym akwarium. Gdy już się zdecydowałam, wrażenie było pozytywne. Okazało się, że winda to tak naprawdę tylko część (ostatnia) zwiedzania, którą poprzedza wędrówka między licznymi awariami i tunelami z rybami słodko- i słonowodnymi. Jednak największym zaskoczeniem była wizyta w akwarium stanowiącym część berlińskiego Ogrodu Zoologicznego. Teraz, gdy ktoś pyta o Aqua Dom, odradzam, a polecam właśnie ryby w zoo. Dlaczego? Bo warto.

Zacznijmy od lokalizacji. Znajduje się ono na terenie zoo, w dzielnicy Tiergarten, której nazwa pochodzi właśnie od ogrodu. Wejść do niego można przez jedną z charakterystycznych bram:  słoniową lub lwią prowadzących do całego ogrodu. Jeśli jednak interesuje nas zwiedzanie tylko części akwariowej, trzeba podejść kawałek dalej; przy ulicy Budapesterstrasse 32, tuż na bramą słoniową znajduje się osobne wyjście do budynku akwarium. Sama byłam tam w środku tygodnia. Bilet kupiłam bez oczekiwania w kolejce. Pani siedząca w kasie uspokoiła mnie, że również w weekendy kolejki nie są duże. Myślę, że raczej nie dorównują tym do Afrykarium we Wrocławiu. Sama bilety mogą wydać się drogie, bo rzeczywiście – to jedna z droższych berlińskich atrakcji. Bilet normalny kosztuje 15,50 €, ulgowy dla dzieci od 5 do 15 lat – 8€. Jeśli zdecydujemy się na zwiedzanie całego kompleksu, warto kupić bilet wspólny. Kosztuje odpowiednio 21€ i 10,50€. W sprzedaży są również bilety rodzinne oraz ulgowe dla uczniów, studentów i emerytów.

Akwarium jest bardzo stare. Zostało dobudowane w 1913 roku do istniejącego już 70 lat zoo. Początkowo miało być tylko uzupełnieniem dla ogrodu. Jednak z czasem „kolekcja” zaczęła się rozrastać. Dzisiaj w akwarium możemy zobaczyć 9000 osobników reprezentujących 800 gatunków. Pływające zajmuję 70 akwariów, z których największe ma 12 000 litrów pojemności. Co ważne, w budynku znajdują się nie tylko akwaria ale też terraria oraz insektaria. Tym samym, poza rybami zobaczyć możemy płazy, gady, motyle, karaluchy i inne „robaki” chodzące, pełzające i latające. Na fanach roślin doniczkowych, do których należę, wrażenie zrobi na pewno otoczenie stworzone dla mieszkańców terrariów. Gigantyczne filodendrony, monstery, fikusy i inne zielone, które w naszych mieszkaniach dorastają do 1-2 metrów, tutaj są prawdziwymi olbrzymami.

Zachwycają też, a raczej przede wszystkim, zwierzęta. Piranie, płaszczki, błazenki, rekiny ale też żuki-giganty i jadowite grzechotniki, mamby czy ptaszniki.  Ja zakochałam się w meduzach. Jeden z gatunków umieszczono w cylindrycznym akwarium, co pozwala na obserwację z dwóch stron. Berlińskie zoo to jedno z miejsc, gdzie te stworzenia się rozmnażają, dzięki czemu możemy obserwować je na różnych etapach rozwoju.

Akwarium to dobra atrakcja niezależnie od pogody, a sądząc po liczbie zwiedzających, często pomijana. Dzięki dobrej organizacji przestrzeni, nie wymaga długich wędrówek. Mnie samej wycieczka zajęła niecałe 2 godziny, z czego 20 minut spędziłam u krokodyli. Nie mogłam się oderwać od bogatej flory. Myślę, że wsród takiej mnogości gatunków, każdy znajdzie coś, co go zachwyci i podobnie jak ja, będzie polecał tę atrakcję innym.

W podróży

Do zobaczenia w Berlinie. Kopuła Reichstagu

1 czerwca 2018

Jeszcze niedawno byłam pewna, że najlepszy punkt widokowy, który pozwoli zobaczyć cały Berlin z lotu ptaka to Wieża Telewizyjna przy Alexander Platz. Ale zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam stolicę z „dachu” Reichstagu. Dzisiaj chciałabym Was zachęcić, do odwiedzenia właśnie tego ostatniego miejsca.

Kopuła Reichstagu od wewnątrz

Na początek trochę historii. Najnowszej, bo Reichstag nie przetrwał wojny. W obecnym kształcie, z charakterystyczną kopułą jest elementem panoramy Berlina od lat 90. kiedy to prace nad nim zakończyła znany architekt Norman Foster. Można powiedzieć, że jest to stosunkowo „młody” zabytek, niemniej jednak – jeden z najczęściej odwiedzanych przez turystów. Codziennie kopułę odwiedzać średnio 8 tys. zwiedzających. O popularności obiektu wśród turystów decyduje zapewne fakt, że jest to atrakcja bezpłatna. Aby zwiedzić szklaną konstrukcję trzeba tylko odpowiednio wcześniej zarejestrować się online określając konkretny dzień i godzinę. Bazując na własnych doświadczeniach polecam wybrać możliwie wczesną porę. Sama byłam tam około ósmej rano, w zwykły roboczy dzień. Uniknęłam w ten sposób nie tylko oczekiwania w „bramkach” ale też tłumów już na górze. A to ważne jeśli chcemy w spokoju podziwiać panoramę miasta. Nie jest może ona tak rozległa, jak ta widziana z Wieży Telewizyjnej ale równie piękna i interesująca. Szczególnie, że przy wejściu możemy zaopatrzyć się w audioprzewodnik w języku polskim. Polecam tę opcję. Lektor opowiada nie tylko historię budynku ale też opisuje wszystko po widzimy na zewnątrz wspinając się na kolejne poziomy kopuły.

flaga Niemiec za szybą

A ta zachwyca. Przede wszystkim ogromem. Znajduje się na wysokości 24 metrów,wznosi się na kolejne 24 metry,  waży 1200 ton i ma 40 metrów średnicy. Konstrukcję stanowi stalowy szkielet uzupełniony szklanymi taflami o powierzchni 3 tysięcy metrów kwadratowych. Co ciekawe – i mnie sama bardzo zaskoczyło – tafle szkła są lekko odchylone, nie tworzą zamkniętego sklepienia.

widok z kopuły Reichstagu

Z audio przewodnika można dowiedzieć się również sporo na temat „energetycznej” i „ekologicznej roli czy też funkcji kopuły. To szczegóły, które zainteresują wielbicieli techniki. Dla tych, którzy od matematycznych detali wolą socjologię pozostaje podpatrywanie przez szklane sklepienie niemieckich parlamentarzystów.

W podróży

Do zobaczenia w Berlinie. Topografia Terroru

18 maja 2018

Przedstawiając Wam kolejne, warte odwiedzenia miejsca w Berlinie, staram się, by były to obiekty interesujące zarówno młodszych, jak i starszych. Nie jest to trudne, ponieważ większość muzeów przedstawia swoje zbiory tak, by trafić w gusta zwiedzających, niezależnie od wieku. Nie zawsze jednak jest to możliwe ze względu na tematykę. Tak właśnie będzie tym razem. Muzeum – Topografia Terroru to wyjątkowa placówka i wyjątkowe zbiory, skierowane zdecydowanie do dorosłych zwiedzających.

Muzeum Topografia Terroru, wejście

Mieszczący się przy Niederkirchnerstraße 8 kompleks nieprzypadkowo przyjął właśnie taką lokalizację. To właśnie w tym miejscu, w czasie II wojny światowej mieściła się główna siedziba Gestapo, dowództwo SS oraz Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeczy. W bezpośrednim sąsiedztwie Ministerstwa Lotnictwa Rzeszy. Można powiedzieć, że jest to miejsce na wskroś przesiąknięte dramatem.

Takie też wrażenie robi na pierwszy rzut oka.Cały teren wokół obiektu wysypany jest szarym żwirem. Sama bryła budynku również jest szara i sprawia wrażenie unoszącej się w powietrzu.

Całość składa się z trzech części. Pierwsza, najbardziej rozległa to otoczenie budynku wraz z pozostałościami muru berlińskiego. Można tam zobaczyć nie tylko fragment tej historycznej granicy ale też zapoznać się z przedstawioną na planszach historią II wojny światowej. Tutaj uwidoczniony jest również ocalały układ pomieszczeń i więzień.

Centralną część zajmuje budynek ze stałą ekspozycją, gdzie z pieczołowitością i dokładnością przedstawiono całą strukturę aparatu zastraszania i terroru. Są to głównie plansze z fotografiami i dokumentami. W pierwszej części przedstawiono struktury i mechanizmy działania organizacji. W drugiej losy ofiar i działania w poszczególnych krajach, które znalazły się w strefie wpływów III Rzeszy. Trzecia, ostatnia część to rozliczenie Niemców nazizmem. Tutaj największe wrażenie robi ściana pokryta kartotekami sprawców, z których tylko 20 zostało skazanych.

Ekspozycja - kartoteki zbrodniarzy

Topografia Terroru obejmuje również centrum dokumentacji z biblioteką, w której zgromadzono 27 tysięcy woluminów, sale seminaryjne i archiwum.

Spora cześć ekspozycji głównej została poświęcona działaniom aparatu terroru na ziemiach polskich, ze szczególnym uwzględnieniem represji wobec ludności cywilnej i pochodzenia żydowskiego.

Muzeum Topografia Terroru - ekspozycja dot. Polski

Wstęp do każdej z trzech części jest bezpłatny. Pawilon główny, z wystawą stałą można odwiedzać codziennie od 10:00 do 20:00. Część zewnętrzna zamykana jest po zmierzchu. Wszystkie opisy są w języku niemieckim i angielskim. Jak już zaznaczyłam, jest placówka nastawiona raczej na dorosłych zwiedzających.

W podróży

Do zobaczenia w Berlinie. Muzeum Przyrodnicze

11 maja 2018

Większość z Was kojarzy zapewne wielką salę muzealną ze świetlikami w dachu, a pośrodku gigantyczny szkielet dinozaura. To oczywiście Muzeum Historii Naturalnej w Londynie i słynny Dippy. Berlin również może pochwalić się swoim pra-jaszczurem, a nawet dwoma. Przy Invalidenstrasse mieści się bowiem odpowiednik londyńskiej placówki czyli Museum für Naturkunde, a w nim między innymi 13 metrowa rekonstrukcja szkieletu brachiozaura. Naprawdę imponujący, a to dopiero początek.

Szkielet dinozaura

Sama placówka może poszczycić się tytułem pierwszego państwowego muzeum na świecie. Zostało założone w 1810 roku, równocześnie z Uniwersytetem Humbolta, które było elementem. Posiada ponad 30 milionów eksponatów z najróżniejszych dziedzin nauki, między innymi: zoologii, paleontologii czy mineralogii.

Największe wrażenie robi oczywiście wspomniany powyżej brachiozaura, którego można zobaczyć już w pierwszej sali. Nie mniejszą grozę wzbudza wielki Tristan czyli rekonstrukcja szkieletu dinozaura T-rexa. Fascynatów paleontologii zainteresuje też zapewne eksponat przedstawiający pierwszego ptaka – archeopteryksa.

Szkielet dinozaura t-rexa

Z muzeum nie wyjdą również zawiedzeni miłośnicy bardziej współczesnych zwierząt. W trzech wielkich salach można zobaczyć wypchane antylopy, tygrysy czy ptaki i na własne oczy przekonać się jak wielkie potrafią być te osobniki. Równocześnie śledzić można proces przygotowywania eksponatów czyli preparowanie. Na szczególną uwagę zasługują wymarłe już kwagga właściwa czy wilk workowaty. Podobnie jak pozostałe eksponaty, zostały one pozyskane przez Muzeum w ramach wypraw odkrywczych – głębokomorskiej czy tej na Biegun Południowy.

Zachwyceni będą również miłośnicy ichtiologii. Jedna z sal w całości została poświęcona rybom, które wyeksponowana w bardzo nietypowy sposób. Mniejsze i większe osobniki zostały umieszczone w słojach i zalane formaliną, a te umieszczono na wielkich przeszklonych regałach ustawionych w prostopadłościan. Wrażenie niesamowite.

 

W przeciwległym skrzydle zgromadzono wszystko, co bezpośrednio wiąże się z Ziemią-ziemią czyli najróżniejsze minerały, którym poświecono wielką salę. Sąsiaduje z nią ekspozycja poświecona historii Ziemi jako części układu słonecznego, a także pozostałym planetom oraz Wielkiemu Wybuchowi. Ta ostania część szczególnie zainteresuje młodszych zwiedzających ze względu między innymi na sposób rezentacji. Na parterze wielkiej klatki schodowej umieszczona kanapę tworząca okrąg i pozwalającą na wygodną obserwację „nieba”, które zostaje opuszczone nad głowy zwiedzających w ramach krótkiego wykładu  i prezentacji o kosmosie. Niestety – tylko w języku niemieckim. Wizualizacja ta to oczywiście tylko ułamek tego, w jaki sposób placówka jest nie tylko przyjazna dzieciom ale też zachęcająca je do zwiedzania. Efekty audiowizualne, eksponaty, które można dotknąć czy liczne warsztaty, nie pozwalają się nikomu nudzić.

Gablota z minerałami

Chociaż muzeum nie jest wielkie – jak na przykład Muzeum Techniki, na zwiedzanie warto poświecić około 2 godzin. Jest ono czynne od wtorku do niedzieli od 09:00 do 18:00 (w weekend od 10:00). Bilet normalny kosztuje 8€, ulgowy – 5€.

Do zobaczenia W podróży

Do zobaczenia w Berlinie. Berlin „żydowski”

4 maja 2018

Niewątpliwie miejscem najbardziej związanym z kulturą i historią Żydów w Berlinie jest tutejsze Muzeum Żydowskie. O nim już Wam pisałam tutaj. Niemniej jednak, w stolicy Niemiec są jeszcze co najmniej dwa miejsca, które każdy miłośnik judaizmu powinien zobaczyć. Są to Nowa Synagoga i Pomnik Pomordowanych Żydów Europy. Obydwa miejsca są bardzo charakterystyczne i od razu rzucają się w oczy – synagogę widać z daleka dzięki błyszczącej w słońcu kopule; drugie z miejsc popularność zawdzięcza formie i lokalizacji.

Nowa Synagoga (Neue Synagoge Berlin) została otwarta w 1866 roku. Ze swoimi 3200 miejscami była największą świątynią żydowską w Niemczech. Projektujący ją architekt inspirował się stylem mauretańskim, czego dowodem są widoczne dzisiaj pozłacane żebra kopuły. Budowla, którą zobaczyć możemy obecnie, to oczywiście rekonstrukcja pierwotnej świątyni, którą zniszczono i zbezczeszczono w czasie drugiej wojny światowej. Odbudowa trwała wiele lat. W 1995 roku odrestaurowana część budynku została oddana do użytku. Działa tam Centrum Judaicum ze stałą ekspozycją, na którą składają się głównie fotografie przedstawiające synagogę w latach świetności, ale też elementy pierwotnej budowli oraz dokumenty poświadczające historię i siłę przedwojennej gminy żydowskiej w Berlinie. Poza funkcją edukacyjną, pełni oczywiście rolę domu modlitwy dla członków berlińskiej gminy żydowskiej, a także odwiedzających ją Żydów z całego świata. Dla turystów dostępna jest od niedzieli do piątku, od 10:00 do 18:00; w piątek – ze względu na rozpoczynający się Szabat – do 15:00. Bilety kosztują odpowiednio: 5 € normalny i 4€ ulgowy. Planując wizytę, warto sprawdzić, czy nie przypadnie ona na jedno z żydowskich świąt, kiedy obiekt nie jest dostępny dla zwiedzających. Warto też przygotować się na drobiazgową kontrolę, przypominającą tę na lotnisku, a także mieć świadomość, że cena biletu obejmuje jedynie wstęp na stałą wystawę – nie zobaczymy sali modlitewnej.

Nowa Synagoga w Berlinie

O ile wybierając się do Nowej Synagogi trzeba nieco zboczyć z głównej turystycznej trasy, o tyle Pomnik Pomordowanych Żydów Europy (Denkmal für die ermordeten Juden Europas) zobaczyć można nie zbaczając z wycieczkowego kursu, ponieważ znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie Bramy Brandenburskiej. Idąc od strony Alexander Platz, należy przejść przez Bramę i skręcić lekko w lewo. To tam, na powierzchni 19 tysięcy metrów kwadratowych znajduje się 2711 betonowych bloków-steli o różnych wymiarach (największy ma ponad 4 metry wysokości). Liczba prostopadłościanów odpowiada liczbie stron w Talmudzie (jednej z podstawowych ksiąg judaizmu). Przestrzeń między symetrycznie ułożonymi blokami wyłożona jest granitową kostką tworząca pofalowaną powierzchnię. Jest to stosunkowy „młody” monument – został odsłonięty w 2005 roku, a koszty związane z budową pokrył Rząd Republiki Federalnej Niemiec. Miejsce jest naprawdę wyjątkowe. Polecam wybrać się na jego obejrzenie we wczesnych godzinach porannych, kiedy nie jest okupowane przez nastolatków, traktujących je jako świetny plener zdjęciowy. Aby jeszcze lepiej zrozumieć przesłanie tego miejsca, warto zajrzeć również do mieszczącej się pod ziemią, pod pomnikiem Izby Pamięci. Jest ona czynna codziennie, poza poniedziałkiem, w godzinach 10:00 – 19:00, koszt biletu to 3€. Część naziemna jest ogólnodostępna, zwiedzanie nie wymaga zakupu biletu.

Denkmal für die ermordeten Juden Europas

 

W podróży Życiowo

Do zobaczenia w Berlinie. Muzeum Techniki

22 kwietnia 2018

Tym razem coś dla fanów mechaniki, motoryzacji i wszelkiej maści trybików, śrubek i silników. Muzeum Techniki w Berlinie, a prawidłowo Niemieckie Muzeum Techniki, to kolejne miejsce, do którego chciałabym Was zaprosić. Położone w dzielnicy Kreuzberg, która sama w sobie jest ciekawa, zwraca uwagę już samym budynkiem – jego fasadę, na wysokości drugiego piętra zdobi naturalnych rozmiarów samolot, amerykański Douglas C-47 Skytrain. A co w środku? Same cuda!

Muzeum powstało w 1982 roku, gromadzi jednak eksponaty, które stanowiły ekspozycję berlińskich muzeów sprzed II wojny światowej. Pierwotnie największy nacisk kładziono na kolekcję związaną z transportem kolejowym. Na parterze można zobaczyć pierwsze silniki parowe, wielkie lokomotywy z kotłami mogącymi pomieścić dorosłego człowieka. Wszystkie maszyny są pięknie odrestaurowane i zabezpieczone, a sposób w jaki są wyeksponowane pozwala zajrzeć w każdy, nawet najgłębszy zakamarek silnika. Na mnie osobiście największe wrażenie zrobiło przejście pod gigantyczną lokomotywą. Przyznam, że miałam stracha, czy konstrukcja aby na pewno wytrzyma. W części poświęconej kolejnictwu najmłodszych zachwyci z pewnością gigantyczna makieta taboru kolejowego, odzwierciedlająca najdrobniejsze detale. Tym, dla których od techniki, ważniejszy jest kontekst, proponuję zobaczyć od wewnątrz oryginalny bydlęcy wagon, jeden z tych, którym transportowano Żydów i nie tylko do obozów pracy. Wrażenie niezapomniane.

Wagon bydlęcy

Kolejne ekspozycje prezentują historię transportu morskiego oraz powietrznego. Wśród tych pierwszych zachwycają makiety żaglowców stworzone z pieczołowitością z najróżniejszych materiałów (żaglowiec z bursztynu to naprawdę „wow”).  Oglądając kolejne morskie eksponaty można prześledzić dokładną historię tej dziedziny dzięki zachowanej chronologii, a także dokładnym i przystępnym opisom w języku niemieckim i angielskim.

Podobnie wygląda część poświęcona szerokopojętemu lotnictwu. Poczynając od prototypów skrzydeł mających unieść marzycieli w przestworza, przez bojowe maszyny z okresu II wojny światowej, po całkiem współczesny symulator lotu. Naprawdę można odlecieć.

Samolot z czasów II wojny

Żeby jednak nie było, że technika to tylko środki transportu. W muzeum można zobaczyć jak rozwijała się branża IT, tekstylna czy farmaceutyczna. Nie zabrakło pierwszy aparatów fotograficznych, telefonów i telewizorów. W muzeum jest naprawdę wszystko, co działa w oparciu o śrubki i trybiki.

Na koniec jeszcze garść informacji praktycznych. Muzeum czynne jest od wtorku do piątku w godzinach 09:00 – 17:30, w soboty i niedzielę 10:00 – 18:00. W poniedziałki jest nieczynne. Bilet normalny kosztuje 8€, ulgowy – 4€.  Na zwiedzanie warto poświęcić więcej czasu. Mnie samej zajęło to dwie godziny. Mój brat – inżynier automatyk – stwierdził, że trzy godziny, które tam spędził to zdecydowanie za mało.