Przeglądasz kategorie

Do zobaczenia

Do zobaczenia W podróży

Do zobaczenia w Berlinie. Katedra

29 czerwca 2018

W większości europejskich miast na liście 10 najważniejszych „must see” znajduje się przynajmniej jedna świątynia. Berlin nieco odbiega do tych statystyk. Mimo, że stołeczna katedra znajduje się w samym centrum miasta, przy jednym z głównych szlaków turystycznych, często jest przez turystów pomijana. A szkoda. Bo to nie tylko interesujący zabytek ale też świetny punkt widokowy z interesującą historią w tle.

Berliner Dom

Świątynia w obecnym kształcie to dzieło Juliusa Carla Rachsdorffa z Pszczyny. Wzniesiona została w latach 1894-1905 w stylu późnego, włoskiego renesansu. Jest to o tyle interesujące, że to kościół protestancki. Wierni tego wyznania są zwolennikami stylu oszczędnego i białych, pozbawionych ozdób ścian, a Berliner Dom jest pełen złoceń i dekoracji. Wyglądem wyraźnie nawiązuje do katolickiej bazyliki św. Piotra w Rzymie (jest tylko 110 cm niższa od rzymskiego pierwowzoru). Jej centralne miejsce zajmuje gigantyczna kopuła otoczona czterema mniejszymi. Nad głównym wejście góruje olbrzymi łuk z mozaiką przedstawiającą Chrystusa w otoczeniu kalek i inwalidów (jedna z postaci to niemiecki inwalida wojenny).

Wnętrze onieśmiela i, muszę przyznać, nieco przytłacza ilością złoceń, zdobień, dekoracji i detali. Trzeba jednak przyznać, że wszystkie idealnie się dopełniają i tworzą zgrabną kompozycję. Mnogość rzeźb i obrazów nie odwraca jednak uwagi od głównego elementu wystroju jakim jest główny ołtarz wykonany z białego marmuru i onyksu, dla którego tło stanowią trzy witraże przedstawiające sceny z życia Chrystusa.

Przez lata katedra pełniła nie tylko rolę świątyni dla protestantów. W jej podziemiach mieści się krypta Hohenzollernów. Zostały tam umieszczone trumny niemal stu przedstawicieli tego znamienitego rodu. Można powiedzieć, że dla Niemców jest tym, czym dla Polaków krypta na Wawelu. W pierwszych latach po wojnie, gdy sama katedra była w ruinie, to właśnie tam odbywały się nabożeństwa.

Bogato zdobione wnętrze i imponująca krypta to jednak nie wszystko, co Berliner Dom ma do zaoferowanie zwiedzającym. Większość z nich decyduje się na wizytę w katedrze ze względu na wspomnianą już kopułę. Ta imponuje wielkością. Ma 70 metrów wysokości, a od środka została wyłożona 500 000 płytek tworzących mozaikę. Tych, na których nie zrobi to wrażenia, zachwyci z pewnością widok z kopuły. Wystarczy pokonać 270 stopni (nie ma windy!), by spojrzeć z góry na Wyspę Muzeów, Alexanderplatz czy Unter den Linden. Widok naprawdę imponujący. Trzeba tylko pokonać też niemal 300 schodów.

Widok z kopuły katedry berlinskiej

Katedrę można zwiedzać od poniedziałku do soboty, w godzinach 09:00-20:00. W niedziele od 12:00 do 20:00. Bilety kosztują odpowiednio 7 € – normalny, 5 € ulgowy. Bilety upoważniają do zwiedzania wnętrza, krypty, muzeum oraz wjeścia na kopułę. Na dokładne zwiedzanie warto poświęcić około godziny. O ile w głównej części katedry nie ma barier architektonicznych, o tyle wejście na kopułę jest mocno utrudnione dla osób starszych czy rodziców z dziećmi w wózkach.

Do zobaczenia W podróży

Do zobaczenia w Berlinie. Akwarium w Ogrodzie Zoologicznym

21 czerwca 2018

Jedną z najpopularniejszych berlińskich atrakcji jest Aqua Dom czyli cylindryczne akwarium będące jednocześnie hotelową windą. Sama najpierw długo opierałam się przed wizytą, no bo jaką atrakcją może być przejażdżka windą, nawet jeśli ta jest ruchomym akwarium. Gdy już się zdecydowałam, wrażenie było pozytywne. Okazało się, że winda to tak naprawdę tylko część (ostatnia) zwiedzania, którą poprzedza wędrówka między licznymi awariami i tunelami z rybami słodko- i słonowodnymi. Jednak największym zaskoczeniem była wizyta w akwarium stanowiącym część berlińskiego Ogrodu Zoologicznego. Teraz, gdy ktoś pyta o Aqua Dom, odradzam, a polecam właśnie ryby w zoo. Dlaczego? Bo warto.

Zacznijmy od lokalizacji. Znajduje się ono na terenie zoo, w dzielnicy Tiergarten, której nazwa pochodzi właśnie od ogrodu. Wejść do niego można przez jedną z charakterystycznych bram:  słoniową lub lwią prowadzących do całego ogrodu. Jeśli jednak interesuje nas zwiedzanie tylko części akwariowej, trzeba podejść kawałek dalej; przy ulicy Budapesterstrasse 32, tuż na bramą słoniową znajduje się osobne wyjście do budynku akwarium. Sama byłam tam w środku tygodnia. Bilet kupiłam bez oczekiwania w kolejce. Pani siedząca w kasie uspokoiła mnie, że również w weekendy kolejki nie są duże. Myślę, że raczej nie dorównują tym do Afrykarium we Wrocławiu. Sama bilety mogą wydać się drogie, bo rzeczywiście – to jedna z droższych berlińskich atrakcji. Bilet normalny kosztuje 15,50 €, ulgowy dla dzieci od 5 do 15 lat – 8€. Jeśli zdecydujemy się na zwiedzanie całego kompleksu, warto kupić bilet wspólny. Kosztuje odpowiednio 21€ i 10,50€. W sprzedaży są również bilety rodzinne oraz ulgowe dla uczniów, studentów i emerytów.

Akwarium jest bardzo stare. Zostało dobudowane w 1913 roku do istniejącego już 70 lat zoo. Początkowo miało być tylko uzupełnieniem dla ogrodu. Jednak z czasem „kolekcja” zaczęła się rozrastać. Dzisiaj w akwarium możemy zobaczyć 9000 osobników reprezentujących 800 gatunków. Pływające zajmuję 70 akwariów, z których największe ma 12 000 litrów pojemności. Co ważne, w budynku znajdują się nie tylko akwaria ale też terraria oraz insektaria. Tym samym, poza rybami zobaczyć możemy płazy, gady, motyle, karaluchy i inne „robaki” chodzące, pełzające i latające. Na fanach roślin doniczkowych, do których należę, wrażenie zrobi na pewno otoczenie stworzone dla mieszkańców terrariów. Gigantyczne filodendrony, monstery, fikusy i inne zielone, które w naszych mieszkaniach dorastają do 1-2 metrów, tutaj są prawdziwymi olbrzymami.

Zachwycają też, a raczej przede wszystkim, zwierzęta. Piranie, płaszczki, błazenki, rekiny ale też żuki-giganty i jadowite grzechotniki, mamby czy ptaszniki.  Ja zakochałam się w meduzach. Jeden z gatunków umieszczono w cylindrycznym akwarium, co pozwala na obserwację z dwóch stron. Berlińskie zoo to jedno z miejsc, gdzie te stworzenia się rozmnażają, dzięki czemu możemy obserwować je na różnych etapach rozwoju.

Akwarium to dobra atrakcja niezależnie od pogody, a sądząc po liczbie zwiedzających, często pomijana. Dzięki dobrej organizacji przestrzeni, nie wymaga długich wędrówek. Mnie samej wycieczka zajęła niecałe 2 godziny, z czego 20 minut spędziłam u krokodyli. Nie mogłam się oderwać od bogatej flory. Myślę, że wsród takiej mnogości gatunków, każdy znajdzie coś, co go zachwyci i podobnie jak ja, będzie polecał tę atrakcję innym.

Do zobaczenia W podróży

Do zobaczenia w Berlinie. Berlin „żydowski”

4 maja 2018

Niewątpliwie miejscem najbardziej związanym z kulturą i historią Żydów w Berlinie jest tutejsze Muzeum Żydowskie. O nim już Wam pisałam tutaj. Niemniej jednak, w stolicy Niemiec są jeszcze co najmniej dwa miejsca, które każdy miłośnik judaizmu powinien zobaczyć. Są to Nowa Synagoga i Pomnik Pomordowanych Żydów Europy. Obydwa miejsca są bardzo charakterystyczne i od razu rzucają się w oczy – synagogę widać z daleka dzięki błyszczącej w słońcu kopule; drugie z miejsc popularność zawdzięcza formie i lokalizacji.

Nowa Synagoga (Neue Synagoge Berlin) została otwarta w 1866 roku. Ze swoimi 3200 miejscami była największą świątynią żydowską w Niemczech. Projektujący ją architekt inspirował się stylem mauretańskim, czego dowodem są widoczne dzisiaj pozłacane żebra kopuły. Budowla, którą zobaczyć możemy obecnie, to oczywiście rekonstrukcja pierwotnej świątyni, którą zniszczono i zbezczeszczono w czasie drugiej wojny światowej. Odbudowa trwała wiele lat. W 1995 roku odrestaurowana część budynku została oddana do użytku. Działa tam Centrum Judaicum ze stałą ekspozycją, na którą składają się głównie fotografie przedstawiające synagogę w latach świetności, ale też elementy pierwotnej budowli oraz dokumenty poświadczające historię i siłę przedwojennej gminy żydowskiej w Berlinie. Poza funkcją edukacyjną, pełni oczywiście rolę domu modlitwy dla członków berlińskiej gminy żydowskiej, a także odwiedzających ją Żydów z całego świata. Dla turystów dostępna jest od niedzieli do piątku, od 10:00 do 18:00; w piątek – ze względu na rozpoczynający się Szabat – do 15:00. Bilety kosztują odpowiednio: 5 € normalny i 4€ ulgowy. Planując wizytę, warto sprawdzić, czy nie przypadnie ona na jedno z żydowskich świąt, kiedy obiekt nie jest dostępny dla zwiedzających. Warto też przygotować się na drobiazgową kontrolę, przypominającą tę na lotnisku, a także mieć świadomość, że cena biletu obejmuje jedynie wstęp na stałą wystawę – nie zobaczymy sali modlitewnej.

Nowa Synagoga w Berlinie

O ile wybierając się do Nowej Synagogi trzeba nieco zboczyć z głównej turystycznej trasy, o tyle Pomnik Pomordowanych Żydów Europy (Denkmal für die ermordeten Juden Europas) zobaczyć można nie zbaczając z wycieczkowego kursu, ponieważ znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie Bramy Brandenburskiej. Idąc od strony Alexander Platz, należy przejść przez Bramę i skręcić lekko w lewo. To tam, na powierzchni 19 tysięcy metrów kwadratowych znajduje się 2711 betonowych bloków-steli o różnych wymiarach (największy ma ponad 4 metry wysokości). Liczba prostopadłościanów odpowiada liczbie stron w Talmudzie (jednej z podstawowych ksiąg judaizmu). Przestrzeń między symetrycznie ułożonymi blokami wyłożona jest granitową kostką tworząca pofalowaną powierzchnię. Jest to stosunkowy „młody” monument – został odsłonięty w 2005 roku, a koszty związane z budową pokrył Rząd Republiki Federalnej Niemiec. Miejsce jest naprawdę wyjątkowe. Polecam wybrać się na jego obejrzenie we wczesnych godzinach porannych, kiedy nie jest okupowane przez nastolatków, traktujących je jako świetny plener zdjęciowy. Aby jeszcze lepiej zrozumieć przesłanie tego miejsca, warto zajrzeć również do mieszczącej się pod ziemią, pod pomnikiem Izby Pamięci. Jest ona czynna codziennie, poza poniedziałkiem, w godzinach 10:00 – 19:00, koszt biletu to 3€. Część naziemna jest ogólnodostępna, zwiedzanie nie wymaga zakupu biletu.

Denkmal für die ermordeten Juden Europas

 

Do zobaczenia Życiowo

Do zobaczenia w Berlinie. Muzeum DDR

9 marca 2018

Przyznam szczerze, że gdyby nie ostatnia wizyta mojego brata, który miał swój plan zwiedzania Berlina, nigdy nie trafiłabym do Muzeum DDR. Ja, pokolenie początku lat 80tych, pamiętam jeszcze szary socjalizm w polskim wydaniu. Nie doświadczyłam może osobiście octu na półkach – byłam bądź, co bądź na to za smarkata. Ale pamiętam kartki na mięso i kolejki do mięsnego, wyrób czekoladopodobny „Pani Twardowska” i klocki Lego z Pevexu. Tak doświadczona przez życie 😉 stwierdziłam, że dla mnie Muzeum DDR to żadna atrakcja i nic nowego tam nie odkryję. Jak się okazało, byłam w błędzie. 

Przede wszystkim, niemiecki DDR różni się jednak w pewnym stopniu od swojskiego PRLu. Najlepiej pokazują to te elementy wystawy, gdzie trzeba coś przeczytać, czegoś wysłuchać. To niby szczegóły ale jednak są (zobaczcie okładkę przygód Bolka i Lolka). A kolekcja dokumentów, mam tutaj na myśli przedruki gazet, ogłoszenia czy plakaty, jest w muzeum bardzo bogata. I ciekawie wyeksponowana. Nie są to tradycyjne gabloty czy ramki ale sprytnie ukryte szufladki, szafki i tablice. Niektóre wzbogacone efektami audi czy nagraniami (jak na przykład pochód pierwszomajowy).

Sporą część muzeum zajmuje rekonstrukcja mieszkania z czasów DDR. „Przechodzimy” przez windę, znaną nam z wielkiej płyty i trafiamy wprost to mieszkania niemieckiego Kowalskiego. A tam kuchnia z pomarańczowym mikserem, który pamiętam z kuchni mojej mamy, sypialnia z charakterystycznymi narzutami na łóżku, a w szufladzie nocnej szafki ówczesne tabletki antykoncepcyjne. W pokoju dziennym króluje kanciasty telewizor, lampka na trzech nogach z tekstylnym abażurem i stojakiem na gazety. Są też „kryształy” wyeksponowane w witrynach segmentu. Nie mniej uroku ma pokój dziecięcy – niewątpliwie należy do nieletniego „przodownika pracy” z obowiązkowym piętrowym łóżkiem. Odtworzono nawet łazienkę, a w przedpokoju stoi szafka z modnym w tamtych w tamtych latach koturnami i „plastikami”(letnie niby-baleriny z gumoplastiku).

Twórcy muzeum nie zapomnieli również o tym, że poza życiem codziennym toczyło się również to publiczne, a nawet polityczne. Odtworzono gabinet dygnitarzy z charakterystycznym czarnym telefonem i biurkiem kryjącym w szufladach alkoholowe niezbędniki. Aby podróż w czasie była bardziej realistyczna, w ramach jednej z ekspozycji można zasiąść za kierownicą trabanta, a innej – napisać list na prawdziwej maszynie.

Cieszę się, że to muzeum tak pozytywnie mnie zaskoczyło. Odbyłam przyjemną podróż w czasie, a dodatkowo nadrobiłam zaległości z powojennej historii Niemiec.

Na koniec trochę konkretów. Muzeum mieści się w ścisłym centrum. Idąc z Alexander Platz w kierunku Bramu Brandenburskiej, schodzimy na bulwary przed Katedrą. Czynne jest codziennie od 10 do 20; w niedziele do 22. Bilet normalny kosztuje 9,50 €, ulgowy 6€. Można je tez nabyć online.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do wizyty w tym muzeum i wpiszecie ja sobie na listę „Must see in Berlin”. A może kto już tam był? Jeśli tak – jakie wrażenia?