Obyczajowe

Anna J. Szepielak „Francuskie zlecenie”

13 sierpnia 2016

Ewa, młoda, niedoceniana fotograf otrzymuje zagraniczne zlecenie. Spędzi dwa tygodnie w słonecznej Prowansji przygotowujące sesję fotograficzną starej kwiaciarni oraz posiadłości jej właścicieli. Już zdążyłam się zmartwić, jak ta biedna dziewczyna poradzi sobie w z językiem, gdy okazało się, że zleceniodawczyni, a także cała jej rodzina mówią po polsku. Jaki w takim razie może być kolejny krok? Oczywiście, związki rodzinne z Polską wyłaniające się z zakamarków dziejów. Mroczna galeria portretów przodków, domagających się uwagi w dosyć nietypowy sposób. A w tle rodzinne problemy, konflikty ale też codzienne życie niby proste i łatwe, wszak to wyższe sfery ale jednak takie oczywiste. Jest też oczywiście wątek enigmatycznego spadku. We wszystkim zaś pomaga cudowny szósty zmysł głównej bohaterki.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną „techniczną” kwestię. „Francuskie zlecenia” to odświeżona i poprawiona wersja wydanego naście lat temu „Zlecenia z Francji”. Zabieg ten autorka uzasadniła stwierdzeniem: „Historia napisana piętnaście lat temu spotkała się z tak ciepłym przyjęciem czytelników, że zasługiwała na nową odsłonę”. Nie powiem – interesujące podejście, z którym pierwszy raz się spotkałam. Muszę koniecznie sięgnąć do źródeł.

Podsumowując – książka nie porywa, to raczej kategoria niemęczących czytadeł na letnie wieczory. Ale po książki tego typu też trzeba czasem sięgnąć.

Moja ocena: 5/10

Podobne wpisy

2 komentarze

  • Reply Zuza85 25 czerwca 2017 at 22:34

    To jedna z moich ulubionych powieści na chandrę. Nie mogę się doczekać drugiej części.

    • Reply Namysłowska 28 czerwca 2017 at 19:15

      Ja też jestem ciekawa, co jak potoczą się losy głównej bohaterki. Swoją drogą – książka to najlepsza metoda na chandrę. U mnie zawsze działają „Dzieci z Bullerbyn” 🙂

    Skomentuj artykuł